Kopnięci

O futbolu na luźno i poważnie. Informacje, opinie, brameczki, interwencje. Co oglądać, co pomijać. Wszystko co powinieneś wiedzieć o futbolu, ale wstydzisz się zapytać. Wszystko co potrzebujesz wiedzieć o futbolu, a nie chce ci się szukać. Wszystko co chcesz wiedzieć o futbolu, choć jeszcze o tym nie wiesz.

Przed Irlandią

Do meczu z Irlandią zostało kilka dni. Cholernie się tego meczu doczekać nie mogę i te parę dni będzie mi się dłużyło z pewnością niemiłosiernie – futbolowa gorączka wisi wszak nad nami nieubłaganie. A wisi, bo atmosfera i nastroje wokoło kadry dawno nie były tak dobre. Nie chcąc dmuchać zbytnio w balonik (pamiętamy jak to się skończyło przed Szkocją), napawam się jednak niepohamowanym optymizmem. Optymistą w kontekście naszej reprezentacji byłem zawsze, teraz jednak twierdzę, że tak silnej reprezentacji nie mieliśmy nigdy. Silnej oczywiście personalnie, bo ciężko oceniać po dwóch raptem meczach faktycznej wartości naszych chłopaków. Nie zaprzeczy niemniej nikt, że w tak dobrych klubach nasi piłkarze nie grali nigdy. I nie mówimy tu o pogrywaniu, wchodzeniu z ławki, jakiejś dalszej rotacji – chodzi o faktyczną GRĘ.

11049389_762988967148150_1537283749_n

Prawda jest taka, że polscy piłkarze stanowią o sile mocniejszych ekip najsilniejszych europejskich lig, grają regularnie w rozgrywkach ligowych, w europejskich pucharach, biją bramy i zaliczają asysty (albo koszą i równają z trawą Cristiano Ronaldo, Neymara, Teveza, Higuaina itp.). I to jest tak naprawdę klucz do całej zagadki dotyczącej wieloletniej posuchy w wynikach naszej reprezentacji. Przez ostatnią, nie wiem, dekadę sukcesy Polaków można było liczyć na palcach jednej dłoni, ekscytując się remisami w sparingach, czy wygranymi z Portugalią, Belgią. Najlepsi z naszych byli zawodnikami w Europie nierozpoznawalnymi, kompletnie anonimowymi. Przy całym szacunku i sympatii, najważniejsi reprezentanci wymienionego okresu, czyli powiedzmy Żewłakow, Szymkowiak, Mariusz Lewandowski, Krzynówek, Smolarek, Żurawki, Jeleń, w rzeczywistości poważnej, europejskiej piłki, to był piłkarski szrot. Nie chcąc się znęcać, nie będę nawet wymieniał ówczesnych reprezentantów grających w rodzimej lidze. Jakich my sukcesów oczekiwaliśmy, gdy od zamierzchłych, piechniczowskich czasów nasze polskie boiska nie wysłały w świat jednego, poważnego piłkarza!? Owszem, gdzieś tam w futbolowej świadomości i pamięci najzagorzalszych kibiców we Włoszech, czy w Niemczech nieśmiało funkcjonują osoby Koźmińskiego, Wałdocha i Hajty, ale umówmy się – poważniejszych obrońców to już z Gruzji i Albanii widzieliśmy, taka to już specyficzna pozycja.

Teraz właśnie mamy ten moment, w co ślepo wierzę, że reprezentacja wystrzeli. Polacy będą grali jak przystało na poważną, europejskiej klasy reprezentację. Apetyty kibiców są rozbudzone tak bardzo, że gdy sięgniemy pamięcią trzy lata wstecz, możemy się za głowę złapać (a ja łezkę nawet uronię sentymentalną) – jakież poruszenie, jaką fascynację i ekscytację spowodowały w naszym narodzie mistrzostwa Europy! Jak mocno ściskaliśmy kciuki, jak bardzo pragnęliśmy tego sukcesu, jakim byłoby wyjście wówczas z grupy…

121b55f147bdbd6d2dc8a8704fccbfed,640,0,0,0

Lecę trochę w sentymenty i zaczyna się robić cieplutko, ale nic nie poradzę – już tak z tą polską reprezentacją mam. Ciężko mi najzwyczajniej w świecie patrzeć na nią trzeźwo, zdroworozsądkowo, bo też istota Futbolu w swoim założeniu taka nie jest. Niemniej, staramy się z futbolu stworzyć matematykę, a sukces rozpatrywać w kategoriach logicznych, wypadkowych. Gdyby można było popracować nad jakimś wzorem, który pomógłby nam to wszystko uporządkować i sprowadzić do sensownej kupy, widzimy że:

– nasi bramkarze grają od lat regularnie w najsilniejszych i najsolidniejszych klubach Europy. Mowa tutaj nie tylko o „jedynce”, ale też zawsze (albo chociaż zazwyczaj) o „dwunastce” i „dwudziestce dwójce”. Tak już po prostu mamy, że – parafrazując znanego i lubianego – polska piłka bramkarzami stoi. I nawet jeżeli Wojtek siedzi na ławce i rozgrzewa przed meczami Ospinę, to szczęśliwie Fabiański wraca jak ten Feniks z popiołów i wyjmuje najtrudniejsze piły w najtrudniejszej lidze świata. Po piętach depcze im Boruc, który najprawdopodobniej dołączy w przyszłym sezonie do nich w Premier League, a nie zapominajmy przy tym, że świetne mecze co tydzień regularnie rozgrywa w Elche Tytoń. Farta mamy z tymi golkiperami odkąd pamięcią sięgam, więc kłopot na tej pozycji dotyczy tylko bogactwa.

– obrona to nasza najsłabsza formacja od zawsze, Amerykę tutaj ciężko odkryć. Niemniej jesteśmy świadkami pierwszy raz od bardzo wielu lat, gdy jest – jak to się ładnie mawia – chujowo, ale stabilnie. Wszystko to za sprawą Il Grande Capitano z Turynu. Glik wyrósł nam na jednego z najlepszych stoperów Serie A. Wciąż mam wrażenie, że nie do wszystkich to trafia, ale tak – mamy poważnego, świetnego jak na europejskie warunki środkowego obrońcę. Wiadomo, w futbolu nic nie przewidzimy, ale naprawdę wielką niespodzianką byłoby, gdyby ten 28-letni skurczybyk nie odszedł po sezonie do Romy, Interu, Milanu albo do podobnej klasy klubu w Anglii, czy Hiszpanii. Oprócz Glika, silnie obsadzoną mamy prawą flankę. Co prawda Piszczek to już piłkarz, chciałoby się rzec, wypalony, a na pewno bliższy zjazdu niż eksplozji formy (do tego notorycznie kontuzjowany – a po ostatniej ciężkiej operacji biodra z zeszłego sezonu sam mówi, że już nigdy nie będzie tak dobry jak wcześniej), niemniej bardzo fajnie radzi sobie w Kolonii Olkowski. Świetny, odważny chłopak, być może meczem z Irlandią już na stałe zastąpi Piszczka. Niestety, im dalej w lewo, tym gorzej. Szukała to zawodnik w tej chwili poza poważną piłką, jego transfer do Arabii jest dla mnie ruchem niepoważnym. Myślę, że z końcem eliminacji – najpóźniej – pożegnamy się z nim. Jakoś przy tym wcale mi go nie szkoda, bo nigdy też do niego nie miałem przekonania. Owszem, za mecz z Niemcami dałbym mu buzi, ale – patrząc przez pryzmat ostatniej dekady – Żewłakowi czy Wasylowi do pięt nie dorasta. O lewej obronie nie ma co pisać, jaki koń jest, każdy widzi. Ale nie zaglądajmy mu w zęby.

10808606_432345190262572_1627115163_n

– tak, jak możemy być dumni z Glika, tak możemy być dumni z Krychy. Gość przez duże G. Mecze wyjeżdżone na dupie od pierwszej do dziewięćdziesiątej, trawa zorana, ochraniacze połamane, bandy za linią we wściekłości ukopane. Drugiego takiego pitbulla w Primera Division nie ma. Przy tym Krychowiak to zawodnik, prócz tego że niesamowicie wydolny, taktycznie doskonały, mądry i świetnie się ustawiający. Wielu zarzuca mu, że słaby technicznie, nie umie grać do przodu, nie daje kadrze tyle, ile powinien – osoby te nie obejrzały prawdopodobnie nawet jednego meczu Sevilli, albo nie zdają sobie sprawy, jakiej klasy jest to klub. A klasa tego klubu zobowiązuje, w czubie tabeli Primera Division byle szrot nie gra, możecie mi wierzyć. A sam Krycha długo w tej Sevilli nie pogra, bo zaraz pójdzie do klubu z czołówki Premier League. I już w meczach z Niemcami i Szkotami widać było jego progress i to, czego się nauczył pykając piłkę na treningach z Banegą, M’bią czy Denisem Suarezem. I właśnie, tutaj dochodzimy do mniej przyjemnych wniosków – Krychowiak, jako defensywny pomocnik, może funkcjonować optymalnie tylko i wyłącznie, gdy jego formacja mu na to pozwoli. A, przepraszam, ani Jodłowiec, ani Mączyński, ani Linetty, ani Mila to nie są poważni piłkarze. Skrzydłami też już nasza piłka niestety nie stoi. Szczęście w nieszczęściu zwanym Sławomir Peszko jest takie, że gra on regularnie w Bundeslidze. Rytm meczowy jest, siła i tempo jest, kondycja jest. Tyle, jakby „piłkarsko”, o szybkim Sławku można powiedzieć, a do innych kwestii wrócę za chwilę. Rybus gra regularnie w lidze rosyjskiej, ale nie oczekujmy od niego za wiele. Żyro i Kucharczyk, czyli skrzydła lansowane i wpychane do kadry przez większość sportowych dziennikarzy to ponury żart, który mnie nie śmieszy, tylko denerwuje. Strasznie fajnym zawodnikiem jest natomiast Piotrek Zieliński, regularny zmiennik w Empoli. Co kolejkę jest zawodnikiem wpuszczanym na tzw. podmęczonego rywala, tak też bym go widział na dany moment w reprezentacji. Zupełnie zatem nie rozumiem Nawałki, że przy obecnej posusze (posuchie?) wśród ofensywnych pomocników, zdecydował się umieścić Piotrka na liście rezerwowej. Talent czystej wody, brakujący element układanki pod tytułem „polskareprezentacjawreszciegradobrzeiodnosisukces”. O Błaszczykowskim za moment, trochę w innym kontekście.

10948753_1546762442257649_1072782450_n

– Lewandowski jest najlepszym polskim piłkarzem w historii i basta. Kto się z takim zdaniem nie zgadza, nie ma pojęcia o futbolu, a Roberta ogląda co najwyżej na zdjęciach w Przeglądzie Sportowym. Absolutna czołówka, napastnik fenomenalny, zaliczający się do najlepszych w tej chwili na świecie. Do tego kapitan naszej kadry, który wygraną z Niemcami dźwignął – dosłownie i w przenośni – na własnych barkach. Arek Milik Arek to jeden z najbardziej utalentowanych napastników Europy. Może nie do wszystkich to jeszcze dociera, ale mamy 21-letniego napadziora w Ajaxie, który bije się o koronę króla strzelców ligi. Teodorczyk – co bardzo cieszy – regularnie ostatnio wchodzi z ławki w Dynamie Kijów, regularnie też strzela bramki. Świetna sprawa, akurat przed meczem z Irlandczykami. Poza tą trójką, optymizmem może napawać fakt, że w miarę regularnie ostatnio na boiskach Bundesligi pojawia się Sobiech. Występy są to nijakie, ale być może w końcu ustabilizuje trochę formę i coś tam ukłuje.

10661090_969368086421683_929555856_n

Wszystko to polejmy sosem o chwytliwej ostatnio nazwie ŚWIETNA ATMOSFERA i mamy wyniki. Nawałka jest dla mnie gościem całkowicie nie do rozpracowania. Wydaje się człowiekiem z głową na karku, z niezbędnym dla selekcjonera fartem, ale przy tym kompletnie niezrozumiałym odnośnie decyzji personalnych. Dopóki jednak są wyniki, nie ma o czym mówić. Nawałka miał na pewno dużo szczęścia, że trafił mu się świetny moment regularnej gry w klubach reprezentantów, ale oddajmy mu – potrafił wreszcie scalić tę kadrę i wypracować fajną atmosferę. A łatwo nie ma, bo przyjeżdża na zgrupowanie taki Peszko i jedzie do sądu, by przepychać się o jakieś pierdoły z ojcem Wojtka Szczęsnego. I albo Wojtek ma to w dupie, albo nie lubi ojca, albo będzie niesamowity smród. Peszkę zatem trzeba wziąć, zakneblować, obkleić i związać taśmą izolacyjną, a następnie zamknąć w kanciapie na szczotki.

Na koniec zostawiam „Kuba-gate”. Sytuacja przemaglowana przez media i – co absolutnie kluczowe – znana i lubiana. Mam bowiem wrażenie, że cała ta atmosfera interesuje chyba najmniej zarówno Kubę, jak i Roberta. „Interesuje” nie jest może tutaj najtrafniejszym określeniem, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że jest to afera na siłę pompowana i lepiona śliskimi łapami. Paru gości z Przeglądu Sportowego stwierdziło, że brak powołania jest konsekwencją odmówienia przez Kubę wzięcia udziału w konferencji prasowej, na której miałby zapewnić opinię publiczną, że – w uproszczeniu – ma w dupie to, że pozbawiono go opaski, najważniejsze jest dobro reprezentacji, a Robert Lewandowski jest super. Nie wierzę w to. Nawałka zresztą kategorycznie zdementował.

635628318178687840

Następnie, na wczorajszej konferencji sam Nawałka i Lewandowski przebąkują coś, że obaj dzwonili do Kuby, ale ten nie odbierał. Oglądałem trochę tę konferencję i jedyne co można powiedzieć, to że piłkarze mówią wszystko według ściśle ustalonych szablonów. Lewy w pewnym momencie zaczął nawet mówić „Znamy się z Kubą od lat…” ale w tym momencie ugryzł się w język i użył szablonu „skupiamy się na następnym meczu”. Jestem pewien, a wynika to zresztą z kontekstu wypowiedzi, że dokończyłby czymś w rodzaju „… i wiem, że możemy na niego liczyć, a on sam zdaje sobie sprawę, że jak tylko odzyska formę to wróci do kadry.” I tak wygląda ta cała farsa, pieprzona telenowela. Media mają pożywkę, my o tym dyskutujemy, a tak naprawdę nie ma to chyba żadnego znaczenia. To znaczy – Błaszczykowski dostanie powołanie na następny mecz i będzie zapierdzielał na tym prawym skrzydle jak zawsze. Nie znamy tych gości, nie wiemy jacy są, nie wiemy jak się traktują naprawdę. A tego, jak jest naprawdę – uwierzcie mi – z mediów się nie dowiemy. To, że Nawałka przyjął taktykę bycia niezrozumiałym, Lewy taktykę szablonowych wypowiedzi, a Kuba taktykę milczenia wyjdzie pewnie wszystkim na dobre.

Gdy patrzę na tych chłopaków, jestem spokojny. Może to się wydawać dziwne, ale na Boga – gdy patrzysz na TAKICH piłkarzy, przed meczem z Irlandią, to czego tu się bać? Czy jesteście w stanie wymienić trzech zawodników reprezentacji Irlandii? Uważam, że – jakkolwiek trudny będzie ten mecz – powinniśmy wciągnąć Irlandczyków nosem, piłkarsko. I to oni powinni się bać nas, nie na odwrót.

11092991_882823845117297_1025588862_n

Jako kopnięty na punkcie futbolu, zawsze czułem się niespełniony i pałałem zazdrością do innych kopniętych z całego świata. Aż do meczu z Niemcami, gdy zrozumiałem na czym polega futbolowy sukces. Wielka, bezgraniczna wygrana. Taka wygrana, która zapiera w twoich piersiach dech, wyciska z ciebie łzy i czujesz, że się unosisz. Bo w futbolu chodzi o wygrywanie i jak twój zespół zwycięża, to nic innego na świecie nie istnieje, nic innego się dla ciebie nie liczy. Byłem na Narodowym, gdy klepnęliśmy Niemców. Płakałem ze szczęścia, bo wreszcie przeżyłem to, czego mi futbolowo brakowało. Wygrana to jednak zawsze tylko moment. Dłuższy, krótszy, ale jednak moment, który przychodzi i odchodzi. Zostawia jakiś ślad, po czym zawsze staje się historią, a po pewnym czasie przestaje się liczyć. Janek po meczu z Niemcami powiedział mi, że widziałem na żywo prawdopodobnie największy sukces polskiej piłki, jaki tylko będzie mi dane zobaczyć. Oby nie.

Kornak

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: