Kopnięci

O futbolu na luźno i poważnie. Informacje, opinie, brameczki, interwencje. Co oglądać, co pomijać. Wszystko co powinieneś wiedzieć o futbolu, ale wstydzisz się zapytać. Wszystko co potrzebujesz wiedzieć o futbolu, a nie chce ci się szukać. Wszystko co chcesz wiedzieć o futbolu, choć jeszcze o tym nie wiesz.

Gdzie jesteś, Brazylio?

Brasiliana, Joga Bonito, piękna gra. Bose kopanie piłki na Copacabanie w rytmach bębnów, podrzucanie futbolówki nad głowami rywali, technika jak z bajki. Swoista egzotyka i fantazja, która czaruje wyobraźnię kibiców futbolu. Brazylia, kraj w którym wymyśla się kiwki, triki i zwody, kraj w którym wymyślono drybling, kraj, w którym wymyślono Elastico.

Dla wielu – kolebka samego futbolu. Od zawsze tak było, trochę jeszcze jest, ale już niedługo to się skończy. Taką obserwuję od paru lat tendencję, że piłka rodem z kawowego kraju nie nadąża za tą współczesną, tą dla cyborgów.

Tak zostaliśmy wychowani i tak uczyliśmy się futbolu, że brazylijscy piłkarze to najlepsi piłkarze, a brazylijska reprezentacja była, jest i będzie najlepszą piłkarską drużyną. Trudno mi ocenić ile w tym legendy a ile prawdy, niemniej na podwórku wszyscy w piłę haratali mając na sobie żółte koszulki z zielonymi numerami, Brazylia w grach komputerowych zawsze była najsilniejsza, do dziś dzień każdy chyba klub świata ma w składzie jakiegoś Brazylijczyka (no może poza Athletic Bilbao, ale upewniłbym się jeszcze, czy ktoś tam się czasem nie przebiera).

No właśnie – legenda, czy potęga? Coraz częściej przemawia do mnie ta pierwsza, czarno-biała opcja. Jak to nie omieszka za każdym razem podkreślić Tomasz Wołek, brazylijskie kluby w okolicach lat siedemdziesiątych stanowiły o potędze światowego futbolu. Europa nie była wówczas jedyną słuszną, bo w Ameryce też się grało na poważnie. Wielcy przedwieczni Kanarkowych napędzali wówczas takie drużyny jak Santos, Flamengo czy Corinthians (gdzieś tam mi się obiło o uszy, że zarówno Real jak i Barcelona starały się o Pele’go, ale nie wiem ile w tym prawdy). Potem brali gałę i jechali wszystkie reprezentacje, o mundialowych meczach Canarinhos napisano zresztą grube tomy.

Wyróżniali się ci przedwieczni przede wszystkim stylem, nowatorskim podejściem do piłki. Bezstroską, zabawą i luzem. Pokazywali topornym Europejczykom, że piłka nożna to nie tylko jak najmocniejsze kopanie i jak najszybsze bieganie. W 1958 Brazylia przyjechała na mundial do Szwecji w zupełnie zaskakującym jak na tamte czasy ustawieniu.

Brazil-Tactics1958-World-Cup-Final

Brasiliana, jak później została nazwana ta taktyka, pozwoliła Canarinhos wygrać mistrzostwa. Termin z początku określający taktykę później nabierze wymiaru symbolicznego, definiującego brazylijski styl gry, brazylijskiego ducha, kanarkową mentalność.

Podczas mundialu w Szwecji światu objawił się przede wszystkim Garrincha, czyli pierwowzór i archetyp brazylijskiego piłkarza. Piłkarza – dryblera, fantasty, takiego który na boisku nie myśli, tylko się bawi. Legendy krążą o tym zawodniku, niestety materiałów filmowych zbyt wiele się nie zachowało. Na szczęście mamy Wołka, który opowiadał jak to z prawego skrzydła ośmieszał Garrincha silnych i wyrachowanych taktycznie Anglików, Rosjan, Francuzów czy Szwedów, kiwał jak nikt do tej (tej, nie tamtej!) pory, bezbłędnie bił rzuty wolne oraz dogrywał piłki do Pele’go.

860379

No właśnie. W tym momencie naszej opowieści wkracza główny chyba bohater, Król Futbolu. Ktoś, kto wyprzedził swoją epokę, pierwszy tak naprawdę wielki gwiazdor piłki nożnej, człowiek o którym mówi się do dziś dzień, że był najlepszy – mimo że od zakończenia jego kariery minęło już kilka futbolowych epok. Pele, czyli król i żyjący pomnik brazylijskiego futbolu. Jeżeli cokolwiek możemy o brazylijskiej piłce powiedzieć, to zawsze w jego kontekście. Mistrzostwa Świata – Pele. Zico – biały Pele. Ronaldo – następna Pelego. Rok 2014 i mundial w Brazylii – do momentu pierwszego gwizdka i zmagań na murawie, główną postacią tego wydarzenia był nikt inny, jak on. Tak już, czy tego chcemy czy nie, zostanie.

Pele stał się legendą, tak jak Brazylijska piłka stała się legendarna. I w zasadzie odkąd na poważnie gra się w piłkę, odkąd organizowane są poważne międzynarodowe zmagania, każda futbolowa dekada naznaczona była dominacją jakiegoś brazylijskiego wymiatacza. Zawsze po prostu wśród trzech, pięciu najlepszych piłkarzy świata mieliśmy co najmniej jednego Brazylijczyka. I do tego przyzwyczaili się nasi dziadkowie, nasi ojcowie, nasi starsi bracia oraz my. Leonidas, Garrincha, Didi, Pele, Rivelino, Jairzinho, Socrates, Zico, Romario, Ronaldo, Rivaldo, Ronaldinho, Kaka, Robinho…

Wówczas za wynikami piłkarskimi stały umiejętności i talent – to, jak kto umiał czarować piłką. I czarowali ci Brazylijczycy jak źli, wygrywali, stawali się nieśmiertelni. Futbol był piękny i radosny, futbol rozgrywał się na stadionie. Tłumy przychodziły na futbolowe areny, podziwiały, dopingowały. Co wydarzyło się na stadionie, zostawało na stadionie. Nikogo nie interesowały takie sprawy, jak dieta, treningi, sportowy tryb życia. Jak zresztą miały interesować, gdy nie było dostępu do takich informacji?

Piłkarze byli królami życia. Wielbieni przez całe narody, nie odmawiali sobie kobiet, alkoholu i wszelkich bogactw. Dość powiedzieć, że Johann Cruyff wypalał paczkę fajek dziennie u szczytu kariery. George Best (jak samo nazwisko mówi, podobno najlepszy europejski piłkarz swoich, a być może i naszych czasów), najlepsze mecze rozgrywał na ciężkim kacu. W Anglii zresztą do momentu rozprzestrzenienia się internetu wóda lała się strumieniami, a koks w mieszkaniach najlepszych zawodników stał na półce zaraz obok mąki i cukru.

George Best, Manchester Utd19.9.69Daily Mail

Zanurzając się w futbolowe archiwa, studiując tę czarno-białą piłkę zawsze w oczy rzuca nam się jedno – tempo gry. Mamy tendencję do porównywania dzisiejszych zawodników do tych wczorajszych, do porównywania piłki nożnej sprzed dekad do tej, którą oglądamy na swoich kilkudziesięciocalowych telewizorach w HD. I zawsze mówimy – „nie to samo tempo, wtedy grało się wolniej, spokojniej, więcej było swobody”. Owszem, ale jest to bardzo powierzchowne spojrzenie, jakby czubek góry lodowej. Jeżeli chcemy porównywać, zacznijmy od samych podstaw, od szczegółów.

Sprzęt, wyposażenie piłkarza – mawiają, że niektórzy zawodnicy w latach pięćdziesiątych poza Europą grali boso. A jeżeli nie boso, to w obuwiu które możemy porównać do dzisiejszych glanów. Koszulki – ciężkie, grube piżamy. Ochraniacze – jak dobrze poszło, to co poniektóry włożył sobie pod skarpetę jakąś tekturkę. Piłka – zasznurowane kawałki grubej, nasiąkającej wodą skóry, które połamałyby nawet fryzurę Cristiano (tak na marginesie – wyobrażacie sobie teraz Pele’go na restrykcyjnej, przygotowanej przez najlepszych specjalistów diecie, nafaszerowanego hormonami i wspomagaczami, co trening badanego i monitorowanego w najnowocześniejszych laboratoriach, w termodynamicznej turbo koszulce uszytej przez NASA i w tych najnowszych różowych korkach, które nie tyle co są lekkie, tylko sprawiają że ważysz mniej?).

old_football_boots_by_horologear-d5vk7ep

Ośrodki piłkarskie, centra treningowe, laboratoria medyczne. Diety, wspomagacze, hormony, witaminy, rezonanse magnetyczne i laserowe usuwanie wytatuowanych herbów wraz z każdym transferem. Garrincha, podejrzewam, jechał jedynie na ziarnach kawy i przeżuwanym tytoniu.

Organizacja gry, przygotowanie kondycyjne, tempo gry. Faktycznie, patrząc na materiały archiwalne, widzimy jak ten Deyna z tym Szarmachem biegali, to pojawia się uśmiech politowania. Nie przystaje to nijak do dzisiejszej piłki, do tych stalowych mięśni, do tego zapierdzielania co trzeci dzień na najwyższym poziomie. Jeżeli jakiś zawodnik odpowiednio nie przypakuje w klubowej siłowni, to może się mierzyć, ale z Rafałem Murawskim.

01bbc21e7e

Media, dziennikarze. Futbol w latach 50-70 istniał tylko na stadionach i na lotniskach, gdzie można było dostać autograf. Dzisiaj futbol istnieje przede wszystkim na wyświetlaczach smartfonów. Jeżeli Balotelli chce odpalić fajerwerki w kiblu swojej willi, za pięć minut zobaczymy relację video z pięciu różnych ujęć. Nie istnieje prywatność, nie istnieje intymność. Jeżeli Mario Goetze ma gorącą laskę, to za pięć minut będziemy wiedzieć jak się z tym czuje.

mario-gotze-boner2

I dochodzimy w zasadzie do sedna problemu – psychika, tożsamość piłkarza. To, kim współczesny piłkarz jest i czy zdaje sobie z tego sprawę. Bo powiedzmy sobie jasno – piłkarz to absolutnie najpiękniejszy zawód świata. Nie ma tutaj żadnej dyskusji. Żaden aktor, piosenkarz, pisarz, żadna prezesura i szefowanie w korporacjach, bankach, skarbcach. Robisz to, co najbardziej kochasz w życiu, jesteś karmiony, utrzymywany w optymalnej fizycznej kondycji. Jesteś bohaterem dla swojego narodu, albo wielu narodów. Dziesiątki tysięcy ludzi najchętniej by cię zjadło na deser, jak loda na patyku. A oprócz tego zarabiasz miliony. Jedyne, co musisz w życiu robić, to grać w piłkę i przeparkowywać swoje auta w garażu tak, by zmieścić kolejne. I urosło to wszystko do absurdalnych rozmiarów, ciężko przy tym nie zwariować.

daniel-alves-pintado-com-neyar

Kiedyś w futbolu liczyły się talent i umiejętności. Dzisiaj, poprzez scouting, ośrodki treningowe, systemy szkolenia, talent i umiejętności stały się zjawiskiem w futbolu tak powszechnym, że niewystarczającym. Dzisiejszym kluczem do sukcesu, a jednocześnie największą przeszkodą w osiągnięciu go, jest zimna głowa. Nastawienie, psychika, odpowiedzialność. Tożsamość, poczucie obowiązku, determinacja, to jak bardzo chcesz i ile jesteś w stanie poświęcić. Piłkarz to najpiękniejszy zawód świata, nikt jednak nie powiedział, że najłatwiejszy.

Poważnie, zastanawiam się czasem, co sobie myśli taki Neymar. Wielka nadzieja wielkiego, brazylijskiego narodu. Największa gwiazda, pewnie gdyby kandydował w wyborach prezydenckich, mógłby przegrać tylko z Pele. Olbrzymi sukces, życie jak w bajce, przy tym olbrzymia odpowiedzialność. I do tego wielkiego narodu przemawia tak, w czapeczce przekręconej na godzinę czternastą:

FBL-WC-2014-BRAZIL-NEYMAR

Bycie kapitanem reprezentacji kraju takiego jak Brazylia zobowiązuje. Jest to prawdopodobnie najważniejsza publiczna funkcja na świecie, zaraz po królowej Anglii i prezydencie USA, a sprawuje ją gość o mentalności 14-latka.

Wspaniała jest dla mnie ta Brazylia i od zawsze była, jako futbolowy symbol, coś co definiuje futbol, determinuje go, uzupełnia. Nie ma mowy o mistrzostwach świata bez Brazylii. Ściskałem kciuki jak mało kto, emocjonując się w ostatnie wakacje. Sam pompowałem balon i – pomimo tych wszystkich wątpliwości co do klasy i mentalności współczesnych reprezentantów Brazylii – wierzyłem w tę cudowną historię. Historię jak z bajki, kiedy to naród na kolanach, targany przeciwnościami losu, problemami, biedą i w ogóle, może się cieszyć z tego, co najbardziej go cieszyć potrafi – z futbolowego sukcesu.

Brutalnym kopem w środek twarzy zostałem sprowadzony ja, został sprowadzony brazylijski naród, zostali sprowadzeni kibice na całym świecie, zostali wreszcie sprowadzeni ci piłkarze.

Czego oczekiwać od reprezentacji, do której w najtrudniejszych momentach przemawia były piłkarz ŁKS Łódź? Jak to w ogóle było możliwe? Neymar, Thiago Silva, Julio Cesar – wielkie gwiazdy światowej piłki, a wszystkich w kółko organizuje Paulinho i przemawia. Nie wiem, może opowiadał dowcip, dowcipnie się zresztą ten udział Brazylijczyków w Mistrzostwach zakończył.

2ihupew

I zamiast zapamiętać ich drużynę jako walczącą, idącą po sukces, z pięknymi golami; z Neymarem, który dźwiga ciężar bycia liderem; z Davidem Luizem, który bije fantastyczną bramę z wolnego; z Thiago Silvą, który walczy na kolanach i dowodzi defensywą; z Marcelo i Dani Alvesem, oskrzydlającymi akcje zespołu jak Robarto Carlos i Cafu w najlepszych latach…

Zapamiętam tylko, jak płakali śpiewając hymn.

article-2684571-1F79A73F00000578-544_634x415

Pękł balon i pękli ci zawodnicy. Nie wytrzymali mentalnie, nie udźwignęli ciężaru. I jakby ciężko mieć do nich o to pretensje, ale nie mogę przejść obojętnie, gdy widzę jaki wizerunek siebie budują. Zarówno w mediach, jak i na boisku. Jesteśmy świeżo po kanałach Suareza, który pojeździł sobie między nogami Davida Luiza. Gdy widziałem biedaka, jak interweniuje przy drugiej bramce Urugwajczyka pomyślałem sobie, że to jest niepoważne. Bo piłkarz brazylijski musi jednak reprezentować sobą pewien poziom, musi grać tę „Brasilianę”. Musi mieć tę mentalność i musi pamiętać o swoich poprzednikach. A ten wyskoczył do napastnika Barcelony jakby jechał na hulajnodze.

Oglądam Neymara w Barcelonie dosyć regularnie i nie pamiętam jakiegoś powalającego meczu w jego wykonaniu. Pamiętam za to jak nurkuje i jak zachowuje się niczym mała dziwka, gdy rywale targają go za ucho.

Oglądam Daniego Alvesa i jedyne co mogę o nim powiedzieć, to że pięknie tańczy:

Oglądam Hulka w lidze rosyjskiej i muszę przyznać, że nikt tak pięknie i z taką siłą nie umie kopać w aut z wolnego, jak on. O reszcie reprezentantów niewiele mogę powiedzieć (no dobra, Marcelo gra solidnie), bo nie znaczą w futbou absolutnie nic. Paulinho, Luiz Gustavo, Fernandinho, Jo, Maicon, Henrique – zawodnicy w zasadzie anonimowi.

I owszem, jak wcześniej napisałem, Brazylijczyków pełno wszędzie, niemal w każdym klubie świata, a już szczególnie w lidze rosyjskiej. Fajni, utalentowani, dobrze kiwający, umilacze ekranowego czasu. Sympatycznie spędzam przy nich sobotnie i niedzielne poranki i to by było na tyle. Nie widać niestety światełka w tunelu.

Bo kiedyś świecił jasno Romario, Ronaldo, Rivaldo, a po nich najefektowniejszy piłkarz jakiego oglądałem, magik Ronaldinho. Wielkie gwiazdy, przepotężni piłkarze. Najlepsi w swoich okresach, chociaż też już powoli nie pasujący do zmieniających się realiów futbolowego świata. Talenty nie mniejsze niż ich wielkich poprzedników, ale głowa już powoli nie przystająca do wymagań. I tak myślę, że Romario mógłby zrobić o wiele większą karierę, Ronaldo pozamiatać konkurencję i być numerem jeden na jakieś dziesięć, piętnaście lat – kimś, kim jest Messi teraz. Rivaldo w sumie powoli staje się zapomniany, bo spektakularnych sukcesów jakoś regularnie nie osiągał. A Ronaldinho był absolutnie zjawiskowy, ale jedynie przez 2-3 sezony. Bo gdy zabrakło szybkości, kondycji, zdrowego trybu życia, determinacji, wyrzeczeń i zaciśnięcia zębów, brazylijscy gwiazdorzy zaczęli gasnąć. Tutaj należy upatrywać niepowodzeń takich zawodników jak Robinho, czy Adriano. Tak niesamowite talenty, tak wielkie umiejętności, ale starczyło tego wszystkiego dosłownie na parę meczów.

Zmienia się więc ten futbol, pędzi do przodu, stawia nowe wymagania – a brasiliana w głowie jak była, tak jest. Futbol w mniemaniu takiego Neymara czy Alvesa to żonglowanie pomarańczami w świetle zachodzącego słońca Copacabany. Piękna gra, sama radość. Niestety, ale już chyba tylko we wspomnieniach ichniejszych ojców. Bo dzisiaj żeby zagrać dobry mecz na poważnym poziomie musisz być maszyną, i to taką dobrze zaprogramowaną i naoliwioną. To już nie są te czasy, gdy obrońcy rozstępują się przed tobą, rozkładają dywan i jedziesz. Skończyły się czasy pachołków, skończyły się czasy wesołych dryblingów. Niestety, brazylijscy czarodzieje po przybyciu do Europy zostają brutalnie zderzeni ze ścianą w postaci linii defensywnej. Trzeba zatem zapieprzać, codziennie, w głowie mieć futbol, siłownię, taktykę i trening. Inaczej sukcesu nie osiągniesz. I bardzo mi z tym wszystkim źle, że większość brazylijskich gwiazd się do tego po prostu nie nadaje.

David Luiz

Odnoszę takie wrażenie, że ci wszyscy nad którymi się powyżej znęcam, to są niepoważni zawodnicy. Jasne, idą za nimi pewne umiejętności, doświadczenie w wielu świetnych klubach, sukcesy na wielu poziomach w wielu ligach. Jak wytłumaczymy zatem, że uchodząca za najlepszą w historii obrona reprezentacji dostaje na poziomie półfinału Mistrzostw Świata siedem bramek w plecy? Tutaj nie ma mowy o przypadku, złym dniu, słabej koncentracji. Ten mecz jest przegrany w momencie tego żałosnego płaczu podczas hymnu, a David Luiz, Marcelo, Oscar czy Willian zamieniają się nagle w małe dziewczynki. Kompromitacja, niedowierzanie, żal. To nie była Brazylia.

11116879_1425399721106862_1974387774_n

Teraz Brazylię przejął Dunga. Mówiono o nim w latach dziewięćdziesiątych, że to najbardziej europejski ze wszystkich Brazylijczyków. Jest to zresztą jego drugie podejście, za pierwszym razem budował zespół na wypalonych gwiazdorach, teraz musi na tych dziewczynkach. Jedyną receptą na ten dramat jest wpojenie w te puste głowy brutalnych zasad europejskiej piłki. Taktyka, odpowiedzialność, przygotowanie kondycyjne. Nie ma miejsca na fajerwerki, nie ma miejsca na joga bonito. Kibice będą musieli to zaakceptować, bo czasy brasiliany minęły i już nigdy nie wrócą.

Póki co idzie świetnie, ostatnia wygrana z Chile była ósmą z rzędu. Pamiętajmy jednak, że to tylko mecze towarzyskie, prawdziwym sprawdzianem będzie nadchodzące Copa America.

****************************************************

Czasem nie lubię piłki nożnej. Nie podoba mi się w jakim kierunku idzie, jaki jest obraz współczesnej futbolowej gwiazdy. Marketing i pieniądze w futbolu psują to wszystko, wiele elementów tej pięknej dyscypliny po prostu gnije. Wielka Brazylia zaś umarła śmiercią naturalną. Nie zdążyła, nie dogoniła odjeżdżającego pociągu. I o ile jasne jest, że podniesie się futbolowo, będą sukcesy, że w Brazylii wciąż będą się rodziły gwiazdy – o tyle wiadomo, że już nigdy nie będzie Wielkiej Brasiliany, nie będzie tej radości, tej fantazji. Brazylijscy piłkarze upodobnią się do tych europejskich, co zresztą powoli już się dzieje.

Ja zawsze byłem i jestem jednym z tych, którzy twierdzą, że Ronaldo jest tylko jeden. Gdzie jesteś, chłopie?

romarioronaldo

 Kornak

Reklamy

One response to “Gdzie jesteś, Brazylio?

  1. Anonim 30 czerwca 2015 o 14:23

    Świetny materiał. Czytałem jednym tchem ! Pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: