Kopnięci

O futbolu na luźno i poważnie. Informacje, opinie, brameczki, interwencje. Co oglądać, co pomijać. Wszystko co powinieneś wiedzieć o futbolu, ale wstydzisz się zapytać. Wszystko co potrzebujesz wiedzieć o futbolu, a nie chce ci się szukać. Wszystko co chcesz wiedzieć o futbolu, choć jeszcze o tym nie wiesz.

Kick’n’Rush, tylko niewiadomo dokąd…

Często, rozmawiając o futbolu w gronie znajomych, dyskutujemy o takich fajnych tematach, jak „kogo gdzie widzielibyśmy w następnym sezonie”. Pastore w Barcelonie, Aguero w Realu, Hummels w Man U, Dani Alves w PSG, itd. Śmiać mi się za każdym razem chce, gdy ktoś podnosi argument, że na przykład Messi nie poradziłby sobie w lidze angielskiej, bo jest zbyt siłowa. Mit piękny i stary, aż dziw bierze że dzisiejsi kibice jeszcze używają go jako argumentu.

Premier League i futbol siłowy, co to w ogóle znaczy? Że niby co, piłkarze w tej lidze są silniejsi, waleczniejsi, szybsi, mocniej kopią? Uśmiech politowania pojawia się na mojej twarzy wraz z każdym wpierdolem, jaki angielskie (w cudzysłowie) kluby zbierają w bezpośrednich potyczkach w europejskich pucharach. Śmiać mi się również chciało, gdy Messi zakładał kolejne siaty Lampardowi, Milnerowi i reszcie niedobitków „złotego angielskiego pokolenia”. Skupmy się właśnie zatem na przeświadczeniu i ogólnym przekonaniu, jaki ten futbol nam się wydaje, a jaki jest w rzeczywistości.

Żyjemy bowiem w przeświadczeniu, że angielska piłka jest tą siłową, przy finezyjnej hiszpańskiej, defensywnej włoskiej, innowacyjnej holenderskiej. Wciąż patrzymy na angoli jak na drwali, mówiąc o Hiszpanach wspominamy słynne „grają jak nigdy, przegrywają jak zawsze”, a oglądając Włochów komentatorzy przebąkują coś o „cattenaccio”. Czy możemy wciąż mówić o stylu gry, który cechuje dane nacje? Czy cattenaccio nadal istnieje? Czy Messi poradziłby sobie w lidze angielskiej?

Zacznijmy zatem, klasycznie, od historii. Cofniemy się dość daleko, do deszczowych portów Wielkiej Brytanii XIX wieku. Fajrant, robotnicy i marynarze są wreszcie wolni po południu, więc dla odstresowania po ciężkim dniu pracy zbierają się razem i kopią. Kopią, biegają, kopią, biegają, wszystko jest radosne i beztroskie, nikt się nie zastanawia – wygrywa ten, kto kopnie mocniej i kto szybciej pobiegnie. Sposób ten na lata zdefiniuje styl dumnych Synów Albionu, a nazwany zostanie później „Kick’n’Rush”.

_72629529_pa-481841

Kopnij i biegnij zatem, nic prostszego. I w ten sposób przez cały wiek ganiać za piłką będą Anglicy, Walijczycy, Szkoci, Irlandczycy, Duńczycy, Szwedzi i wiele nacji Starego Kontynentu. Sprawa w zasadzie prosta, jak prosta jest piłka nożna. Długa piła na wysokich, silnych napastników, zgranie, dobieg, bomba na bramkę. Najważniejsze w taktyce pozostają skrzydła i twarde głowy drwali w formacji ataku. Taktyka bazująca na przygotowaniu kondycyjnym, przygotowaniu fizycznym, na sile przede wszystkim i szybkości. Taktyka, która królowała i była jedyną słuszną na Wyspach Brytyjskich przez ponad 100 lat. Piękna i długa tradycja, a sam styl ma w sobie coś z widowiskowości. Bo gdyby nie był atrakcyjny to i angielska liga nie byłaby w tym miejscu, w którym jest dzisiaj. A oglądają ją na całym świecie o każdej porze miliony zapaleńców.

Czy można powiedzieć, że Kick’n’Rush jest w jakimkolwiek sensie atrakcyjne? Jak dla mnie istnieje wytłumaczenie popularności tego prymitywnego, rzekłbyś, sposobu gry. Przede wszystkim, jest najprostszy. W zasadzie nauczyciel wuefu rzuca piłkę dzieciakom, i grajcie. Po drugie, odnosi się do jakichś takich futbolowych pierwotnych instynktów, założeń. Chodzi przecież o to, żeby wpakować piłkę do bramki. Nie ma krótszej drogi, niż Kick’n’Rush. Co za tym idzie, odpowiada też na potrzeby zwykłego kibica. Ilekroć na stadionie możemy usłyszeć gwizdy, buczenie i okrzyki niezadowolenia, gdy zespół stara się cierpliwie, mozolnie skonstruować akcję misternie obmyślonym i przygotowanym atakiem pozycyjnym. Kibice są zniecierpliwieni, kibice chcą widzieć jak piłkarz zapierdziela, jak kopie i jak biegnie, ja wpada ta piłka do bramki. Żadnego okrzyku na stadionie nie usłyszysz częściej, niż „DAWAJ!!!”. A Kick’n’Rush oznacza właśnie DAWAĆ.

The-English-Defence-Leagu-007

Piękna historia i piękne korzenie, jeśli spojrzymy szerzej na Premier League i na angielską piłkę. Nic niestety nie trwa wiecznie i ku olbrzymiemu zdziwieniu Brytyjczyków i reszty północnych nacji Europy pojawiają się Brazylijczycy, Argentyńczycy, Hiszpanie, Portugalczycy, Holendrzy, czy Niemcy. Okazuje się, że piłkę nożną można rozpisać na kartce, przeanalizować, wprowadzić schematy, wytyczne, wzory i równania. Okazuje się, że można inaczej!

Jasne, nie wolno zapomnieć w tym miejscu, że styl gry zdefiniowany jest niejako przez predyspozycje danych grup narodowych; uwarunkowany jest bezpośrednio klimatem i miejscem zamieszkania, jeśli możemy to tak uprościć. I jeśli spojrzymy, to tak naprawdę wychodzi na to, że słoneczko, wiatr, deszcz i temperatura ulepiły te ligi, tych graczy, te sukcesy. Ciężko było wymagać jakichś nieszablonowych rozwiązań i technicznych fajerwerków w błocie Sheffield, Manchesteru czy Liverpoolu.

Definitywnym końcem i śmiercią Kick’n’Rush był mecz Włochów z Anglikami podczas EURO 2012. I chociaż w regulaminowym czasie gry było 0:0, pamiętam niemoc Anglików, walenie głową w mur. Desperacja i wykopywanie piłki jak najdalej przed siebie, na głowę Andy’ego Carrolla. Na nic więcej po prostu nie było stać Synów Albionu, nic więcej też z Kick’n’Rush nie dało się wycisnąć.

England-v-Italy--UEFA-EURO-2012-Quarter-Final

Kick’n’Rush istnieje, bo jest niejako podstawą i punktem wyjścia do jakiejkolwiek taktyki. Najprostszym i najbardziej prymitywnym sposobem grania w piłkę. I wciąż możemy go zaobserwować w wykonaniu wyspiarzy na przeróżnych poziomach rozgrywek. Czasem przyniesie sukces, jasne, raz do roku i kura pierdnie. Czy można jednak na takiej taktyce zbudować długofalowy sukces? Myślę, że jest to pytanie przede wszystkim zaprzątające głowy sterników angielskiej piłki. Angielskiej piłki, która z dużym opóźnieniem zaczyna doganiać odjeżdżający jej peleton. Piłki, która najbardziej na swojej skórze poczuła skutki piłkarskiej globalizacji, będąc jej motorem napędowym.

Wiemy wszyscy, że Premier League jest najlepiej sprzedającą się, najbardziej popularną i – wielu tak twierdzi – najlepszą ligą Europy. Rzeczy niebywała, biorąc pod uwagę, że jeszcze 15 lat temu w ataku Man U grał Teddy Sheringham, o sile ataku Newcastle stanowił Alan Shearer, w pomocy Arsenalu biegał Ray Parlour, a bloki obronne każdego zespołu w lidze zbudowane były co najmniej z trzech Anglików. Pamiętacie jak bardzo angielskie były te ekipy? W pewnym sensie ewenementem były wówczas Arsenal, czy Chelsea, mające po kilku obcokrajowców. Nie chce tutaj zostać źle zrozumianym i nie chcę umniejszać klasy wyżej wymienionych, ale umówmy się – Ray Parlour?

78487

Nagle okazało się, że Premier League to nie tylko Brytyjczycy, Skandynawowie, Francuzi czy wielkie murzyny z Afryki. Nagle jednocześnie okazało się, że Premier League to żyła złota pod względem marketingowym. Nagle, dosłownie momentalnie, liga angielska – ta klasyczna, najbardziej tradycyjna, nacechowana wyspiarskim stylem, kulturą gry, klimatem – stała się najbardziej międzynarodową ligą świata. Międzynarodowym kotłem bigosu, do którego możemy wrzucić obok siebie Robinho i Petera Croucha, Gary’ego Nevilla i arabskich szejków, Manuela Pellegrini’ego i Harry’ego Rednkappa. Angielskie kluby zaczęły wychodzić na boisko bez angielskich piłkarzy, bo ktoś najwyraźniej uznał, że są za słabi. Teddy’ego Sheringhama zastąpił Ruud van Nistelrooy, Ray’a Parloura zastąpił Cesc Fabregas.

Jakie poniosło to za sobą konsekwencje? Dla mnie dwie kluczowe – nie jestem w stanie zakwalifikować w mojej analitycznej głowie stylu, przypisać jakiejś tożsamości angielskim klubom. Nie widzę w nich tradycji, ciągłości, identyfikacji. Widzę Robinho w Manchesterze City i Fabregasa w Chelsea. W Manchesterze United widzę dwóch małych Brazylijczyków-bliźniaków na bokach obrony, a na większości angielskich stadionów reklamy Etihad, Emirates czy innych Qatar Airways.

tumblr_mayt51kZjK1r7xzk2o1_500

Po drugie, jakość angielskiej piłki, a ściślej – jej brak. Skład na EURO 2012 to była jakaś tragedia. Zawodnicy totalnie nie przystający do obecnych futbolowych standardów, bo standardy są dynamiczne i każda znacząca reprezentacja musi dysponować kompletnym, elastycznym i klasowym składem. Niestety, piłka nożna to już nie tylko pierdolnięty bramkarz i szalony lewo-skrzydłowy. Teraz musimy mieć znakomitych technicznie i świetnie wyprowadzających piłkę stoperów; bocznych obrońców którzy wyszkoleniem nie ustępują najlepszym pomocnikom; środkowych rozgrywających którzy jednocześnie zabezpieczają tyły i konstruują akcje; skrzydłowych, którzy są szybsi niż własne buty i z piłką u nogi na pełnej szybkości potrafią zmieścić się w dziurkę od klucza; wreszcie napastników, którzy potrafią wszystko wyżej wymienione. I teraz pytanie – angielska piłka jest tak do dupy, bo nie ma takich piłkarzy? Czy może jest tak do dupy, bo zamiast takich angielskich piłkarzy, w klubach wystawiani są obcokrajowcy?

Ok, możecie tutaj się ze mną nie zgodzić, niby na całym świecie widzimy podobne przemieszanie, po prostu futbol zmierza w tym kierunku. Zresztą, podobne tendencje obserwowaliśmy już w Serie A pod koniec lat 90-tych. Może moja opinia z założenia jest błędna, a może ja po prostu nie lubię Premier League?

No, myślę że ja po prostu nie lubię Premier League. Myślę, że jest napompowana jak balon, przeceniana, ludzie się nią podniecają jak niewiadomo czym, oglądając ją pewnie dwa razy w roku gdy gra United z Chelsea i City z Arsenalem. Mówi się, że jest najbardziej widowiskowa i najlepiej się ogląda. No, faktycznie, jak oglądam środek tabeli, to pierwsze trzydzieści minut napierdalanka bez ładu i składu, na sprincie każdy metr boiska, piła lata od bramki do bramki. Potem w drugiej połowie nie ma tlenu w mózgu, nie ma jak myśleć, nie ma sił w nogach, więc pada dużo bramek po głupich błędach. Jeżeli to jest jakość, to dziękuję bardzo. Ok, atmosfera i kultura angielskiej piłki jest niesamowita, sposób kibicowania, te angielskie puby, ci angielscy kibice. Te mecze w drugiej lidze, na które przychodzi po 30 tys. Angielski MATCHDAY, podczas którego nic innego się nie liczy. Prawda jest jednak dla nas wszystkich bardzo brutalna. Wieszczę, że za 10-15 lat nie będzie już angielskiego MATCHDAY, bo cała ta angielska kultura będzie powoli wymierała, tak samo jak znaczenie i skuteczność Kick’n’Rush. Widzę angielską ligę jako produkt zarządzany przez bogatych Arabów, Chińczyków, Hindusów i Rosjan oraz kibiców w większości tych samych narodowości.

„Czy on tam będzie pasował?” Kiedyś kluczowe pytanie w kontekście transferów, dywagacji o piłkarzach. Nie sposób zadać takiego pytania teraz, dyskutując o Premier League. Nie istnieje, po prostu nie ma takiego zagadnienia, jak „pasować” do danego klubu w Anglii. Może tam grać Brazylijczyk, Argentyńczyk, Hiszpan, Włoch, Polak, Rosjanin, każdy. Nie ma stylu, nie ma cech charakterystycznych. Co sezon, dwa zmieniają się menagerowie, wymienia się połowę składu, organizuje drużynę od nowa. A nawet więcej! Można wręcz powiedzieć, że nie pasują do tych klubów Anglicy. Gdzie miejsce dla Milnera w City, gdzie widzicie, nie wiem, takiego Welbecka?

Światełko w tunelu jednak mimo wszystko dostrzegam, bo mimo wszystko Anglia to Anglia, a ich piłka nożna była i jest potężna. Trochę przyspali, trochę obudzili się z ręką w nocniku, ale powoli zaczynają się podnosić z letargu. Sturridge, Henderson, Sterling, Clyne, Barkley, Ibe czy Lallana to bardzo ciekawi, nowocześni piłkarze. Wyszkoleni pod obecne standardy, gotowi na poważną grę z najlepszymi. I być może, ktoś pójdzie po rozum do głowy, a angielskie kluby znów zaczną budować swoją jakość na rodzimych grajkach.

************************************************************************

Czy Messi dałby sobie radę w Premier League? Zależy, czy miałby u boku Davida Silvę, Fabregasa, Cazorlę, Coutinho czy Andera Herrerę. W przeciwnym razie, mogliby go przepchnąć i przewrócić.

Kornak

Reklamy

One response to “Kick’n’Rush, tylko niewiadomo dokąd…

  1. Pingback: Stokelona jednak stała się faktem | Kopnięci

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: