Kopnięci

O futbolu na luźno i poważnie. Informacje, opinie, brameczki, interwencje. Co oglądać, co pomijać. Wszystko co powinieneś wiedzieć o futbolu, ale wstydzisz się zapytać. Wszystko co potrzebujesz wiedzieć o futbolu, a nie chce ci się szukać. Wszystko co chcesz wiedzieć o futbolu, choć jeszcze o tym nie wiesz.

Podsumowanie sezonu (1): Primera Division

Niewiele na świecie rzeczy, zarówno tych ważnych, jak i małych, jest tak bardzo ze swojej definicji zero-jedynkowych, jak futbol. I biorąc pod uwagę, że futbol rozstrzygany jest bezlitośnie przez wyniki, liczby, statystyki – rozstrzygnięcia te pozwalają nam oceniać, opiniować, analizować i wygłaszać werdykty. Futbolowe mądre głowy politowaniem traktują wszelkie plebiscyty, konkursy, oceny i dyskusje na temat tego kto jest lepszy, kto gorszy – kto gra ładniej, a kto efektywniej. Bo czy można jednoznacznie ocenić na przykład, że Messi jest lepszy od Ronaldo? Ile głosów, tyle opinii, a ja sam zazwyczaj powstrzymuję się od zero-jedynkowego rozstrzygania sporów, którym z natury daleko do bycia rozstrzyganymi.

Bo futbol to wyniki, ale i drybling. Gole, ale i statystyki posiadania piłki. Wygrane pojedynki główkowe, ale i założone siatki. Futbol to Mourinho i Guardiola, tiki-taka i catenaccio, futbol to przede wszystkim opinie. O tym dyskutujemy, o to się spieramy, to nas grzeje. Jeżeli zatem chcecie dowiedzieć się, jak to wyglądało w zakończonym właśnie sezonie, to możecie albo rzucić okiem na tabele końcowe, albo przeczytać nasze PODSUMOWANIE SEZONU 2014/2015.


O, to jedna z moich ulubionych dyskusji: która liga jest tą najlepszą: hiszpańska, czy angielska? O ile w tej sytuacji statystyki i wyniki na polu międzynarodowym są nieubłagane, o tyle nad efektownością czy widowiskowością dyskutuje się niekiedy z pianą w pysku. Temat gorący, temat na czasie. Temat jak dla mnie jednoznacznie rozstrzygnięty, bo wystarczy pooglądać trochę pierwszą piątkę La Liga, nachylić się nad tą klasą, nad tą elegancją, nad tymi umiejętnościami.

Przy klubach z hiszpańskiej czołówki wszystkie inne drużyny miękną. Po prostu nagle stają się gorsze. Zawodnicy La Liga są jakimiś kosmicznymi kozakami, wygrywają te mecze w imponującym stylu. Tworzą niesamowite widowisko, u podstaw którego stoi niesamowite przygotowanie taktyczne, techniczne, motoryczne i psychiczne. Spotkania czołówki La Liga na krajowym podwórku to w tym sezonie prawdziwa jazda bez trzymanki – na europejskim polu są po prostu jak dobre kino. Nic, tylko złapać pop-corn, założyć okulary 3D i przeżywać. Stawiam w tym miejscu taką tezę – sukces Hiszpańskich klubów jest wynikiem opierania zespołów na Hiszpanach.

Zachwycam się tą ligą, bo też zachwycająco grały Barcelona, Real, Valencia i Sevilla. Atletico już trochę jednak mniej.

ATLETICO

4218a28f82994c5992500fc96436ae42_18

Lubię co sezon zadawać sobie to samo pytanie, patrząc na wzloty zespołów aspirujących do panteonu, pierwszej i najwyższej półki klubowej Europy – czy utrzymają się na dłużej? Czy zadomowią się między tymi największymi?

Banda Simeone z zeszłego sezonu to był absolutny kosmos. Pieprzony huragan, który pozamiatał całą Europę jak długa i szeroka. Pytałem sam siebie, ściskając jednocześnie za tych wariatów kciuki – czy wreszcie trzecia siła La Liga stanie na równi z Realem i Barcą? Futbol na wariackich papierach, a zawodnicy wyciśnięci jak pomarańcze. W tym sezonie już totalnie, jak te hiszpańskie z Biedronki, czyli suche i bez smaku. Jasne, Atletico to wciąż kawał drużyny, i to drużyny na czołówkę Ligi Mistrzów. Ale poprzedni sezon był jednak niestety jednorazowym wyskokiem. Z jednej strony, nie możemy mówić tutaj o rozczarowaniu – bo kto mądry mógłby się spodziewać, że Atleti przy takiej potędze Wielkiej Dwójki będzie w stanie utrzymać się na tym samym poziomie?

Niemniej, Atletico mnie rozczarowało. Przede wszystkim, to już nie był huraganowy futbol, tylko ANTYFUTBOL. Męczenie. Męczyłem się biedny przy tym Atletico, aż miałem ochotę przełączać kanał. Taktyka Simeone zakładała dosłownie ZABIJANIE gry przeciwnika. Trudno było za nich trzymać kciuki, tym bardziej, że niewiele mieli do zaoferowania w ofensywie. Lewa obrona bez Filipe Luisa, Juanfran zaczął grać tak jak wygląda – czyli jak pięćdziesięciolatek. Gabi popadł w zapomnienie, Koke z nowego Iniesty przeistoczył się raczej w nowego Mierzejewskiego. Godin niepewny, Miranda śmieszny, Turan jakby niepoważny, o Cercim szkoda pisać.

Juanfran-2015

Jednocześnie, fajnie że wrócił Torres i fajnie, że miał kilka fajnych momentów. Miałem cichą nadzieję na odrodzenie El Nino, ale cóż – chyba trzeba się pogodzić, że niektórzy już nigdy nie wrócą do swojej formy. Ściskam mimo wszystko za tego gościa kciuki, bo po tym całym koszmarze w Anglii i tym wiadrze pomyj wylanych na jego blond głowę, zasłużył jednak na o wiele większy szacunek. Przyszły sezon raczej na ławce, która będzie przystankiem do jakiejś Turcji, albo MLS.

I prędko się z tej ławki nie podniesie, biorąc pod uwagę jakim kozakiem w tym sezonie był Griezmann. W zasadzie, zdroworozsądkowo usuwając z tej ligi na chwilę Messiego i Cristiano, Griezmann był tak jakby królem strzelców ligi hiszpańskiej. Taki „mały król strzelców”. Szybki, odważny, piekielnie niebezpieczny. Wielki sezon francuza, a ja będę wielce zdziwiony, jeśli jeszcze w tym okienku nie przejdzie do jakiejś Chelsea, jakiegoś PSG czy Juventusu.

Atletico zawiesiło poprzeczkę najzwyczajniej w świecie za wysoko, w mojej opinii sezon jednak na delikatny minus. Tak, jest to trzecie miejsce, była walka w Champions League. Real dostał solidny wpierdziel, więc kibice, podejrzewam, nasyceni. Zobaczymy jednak jak to będzie w przyszłym sezonie. Zapowiada się ciekawie, bo już dołączyli Ferreira-Carrasco, rewelacyjny Vietto oraz jeden z moich ulubionych napastników, Jackson Martinez. Myślę przy tym, że przyda się odświeżenie środka pola. Jakieś rozegranie, jakaś błyskotliwość, jakaś młodość. Nie lubię Atleti z mijającego sezonu, ale obraziłem się tylko na chwilę.

SEVILLA

1426186272_631544_1426197393_noticia_grande

Podczas Finału Ligi Europy łaziłem między kibicami z Hiszpanii, pytając oczywiście o naszego Grześka. Najczęściej odpowiadano mi „cojones”. I ten „cojones Kryczowiak” obrazuje właściwie całą Sevillę ubiegłego sezonu. Niesamowita drużyna, której kluczem do sukcesu była eksplozja formy różnych zawodników w różnych momentach sezonu.

Nie wyróżnię jednego płkarza tej ekipy, bo cała jedenastka zagrała koncertowy w zasadzie sezon, na wielki plus. Każdy z zawodników miewał fenomenalne, ale i słabsze mecze. Na lewą stronę reprezentacji Francji wskoczył wszędobylski Tremoulinas, który bardzo przypomina mi Bixente Lizarazu. Takiego pierona na lewej flance chciałby chyba każdy trener w Europie. O Krychowiaku nie chce mi się już pisać, nie chce mi się już przekonywać. Został wybrany do najlepszej jedenastki sezonu La Liga, a z tym się już nie da dyskutować. Aleix Vidal wystrzelił w końcówce sezonu i na dobre wyszła mu zmiana pozycji na prawą obronę. Od przyszłego sezonu w Barcelonie, ciekaw jestem czy wygryzie Daniego Alvesa.

stphane-m-bia-acaba-contrato-en-junio-de-2015_86016

Super w środku pola grał w tym jak i jeszcze poprzednim sezonie M’bia. Gość od czarnej, hehe, roboty. W Finale Ligi Europy jak maszyna, każda głowa wygrana, każda piłka dogoniona. W mojej ocenie, zawodnik tamtego spotkania. Odrodził się Banega, czyli brakujące ogniwo mistrzowskiej Argentyny. Już na rok przed Mistrzostwami Świata twierdziłem, że bez Banegi Argentyna nie wygra. Po prostu jedyny w tej chwili rozgrywający z prawdziwego zdarzenia, który mógłby odciążyć i wesprzeć Messiego. Szkoda, że zaczął grać na miarę swoich możliwości dopiero teraz, poniewczasie.

Odrodził się również Reyes, który trochę jak wino – na starość elegancki i wytrawny. Fajnie się patrzy na zawodników, którzy gdzieś tam się nie sprawdzili na tym najwyższym poziomie, a potem wracają na swoje podwórko, na stare śmieci i potrafią jeszcze bardzo dużo z siebie wykrzesać. Asysta w Finale Ligi Europy cudowna, jedna z najpiękniejszych w sezonie. Rewelacyjny początek sezonu miał Denis Suarez. Szkoda, że nie utrzymał formy na dłużej, ale warto o nim pamiętać – myślę, że za max dwa sezony będzie nowym Isco.

No i na koniec atak, czyli duet Bacca – Gameiro. I piszę o nich w duecie, bo obaj byli równie ważni w układance Unaia Emery’ego. Bacca miewał momenty lepsze oraz gorsze, sezon w gruncie rzeczy bardzo nierówny. Finał Ligi Europy to już jednak jego popis i zarazem bilet w jedną stronę do Milanu. Gameiro z kolei to prawdziwy superrezerwowy, taki nowy Solskjaer. Były król strzelców Ligue 1 grał w ten sposób w PSG, grał teraz w Sevilli. Wszystko wskazuje na to, że po odejściu Bacci ten dynamiczny snajper znajdzie miejsce w pierwszym składzie – pytanie tylko, czy będzie się czuł równie dobrze, jak wchodząc z ławki?

A skład zapowiada się bardzo ciekawie, bo przyszli Krohn-Delhi oraz Konoplanka, którego wreszcie będziemy mogli podziwiać w poważnej lidze.

Nie można przy tym wszystkim zapomnieć o trenerze Emerym. Kibice biją mu pokłony, piłkarze uwielbiają, a sam Krychowiak mówi o nim, że jest taktycznym geniuszem. Świadczą o tym zresztą wyniki. Stworzył z zawodników w gruncie rzeczy anonimowych lub wypalonych jedną z najlepszych ekip poprzedniego sezonu, którą w przyszłym sezonie będziemy oglądać tam, gdzie jej miejsce – w Lidze Mistrzów.

VALENCIA

imagen44263g

I w zasadzie wszystko co wyżej napisałem o Sevilli, można by powtórzyć w kontekście Valencii. Jedna z moich ulubionych ekip tego sezonu. Pewnego rodzaju powiew świeżości w La Liga i kilku świeżych, nieznanych szerzej zawodników, którzy wystrzelili w tym sezonie jak mało kto.

Przede wszystkim lewy obrońca Gaya, czyli mokry sen Realu Madryt. 20 lat, wyceniany na 20 mln. Objawienie sezonu w Hiszpanii, w zasadzie w Europie. No ale Hiszpania lewymi obrońcami stoi, więc żadne to dla nas zaskoczenie.

Zaraz za nim mokry sen wszystkich graczy Football Managera – Nicolas Otamendi. Prawdziwy stoper osiąga szczyt formy właśnie zaraz przed trzydziestką, więc zakładam że za sezon-dwa będzie najlepszy na swojej pozycji. Ma wszystko, żeby stać się drugim Ayalą.

Mózgiem zespołu Dani Parejo, ale tak to już z wychowankami Realu jest – lubią zagrać wszystkim na nosie. Zawodnik jedenastki sezonu, rozgrywający w starym stylu – więcej myśli, niż biega. Nie jestem jednak zbytnim zwolennikiem jego talentu i myślę, że ten sezon to był szczyt jego możliwości.

W ogóle pomoc Valencii była niesamowita. Enzo Perez, Javi Fuego, Andre Gomes zasłużyli na wielkie brawa. Jeśli dodamy do tego rewelacyjne skrzydła w postaci Piattiego, Feghouliego i Rodrigo, otrzymamy jedną z najciekawszych środkowych linii La Liga.

W ataku brylował przede wszystkim Paco Alcacer, chociaż więcej spodziewano się po wypożyczonym z Manchesteru City Negredo. „Bestia” jednak najlepsze ma już za sobą i raczej czeka go ławka w kolejnym sezonie, tym bardziej, że Valencia będzie go musiała od Szejków wykupić.

A kolejny sezon nie maluje się w najróżowszych barwach dla Valencii. Kontrakty przekroczyły limit płacowy, więc klub czeka wyprzedaż. Nic dziwnego zresztą, że Valencia popadła w tarapaty, skoro lekką ręką wydawali na obiecujących, ale przecież młodych i nieotrzaskanych grajków po 25-30 mln. Wciąż nikt nie zgłasza się na miejsce reklamowe na koszulkach, a konflikt pomiędzy trenerem Nuno a dyrektorem sportowym Rufete podobno coraz bardziej się zaostrza, ale co ja was będę zanudzał polityką…

REAL

maxresdefault

Dosyć więc zanudzania, przechodzimy do konkretów.

Sezon bez zwycięstwa w Champions League to sezon stracony, głowy (trenerskie) muszą polecieć. Piłkarze przy tym zdziwieni, stają murem za Ancelottim, ale co to kogo obchodzi. Przyjdzie Benitez, jak nie zdobędzie Champions League w przyszłym sezonie, to przyjdzie, nie wiem, Klopp, i tak w kółko.

Fotel menadżera w Realu parzy, o czym przekonali się najlepsi, z Mourinho na czele. W ogóle, jakiekolwiek miejsce w Realu parzy, biorąc pod uwagę jak wielka rotacja transferowa panuje w tym klubie. Trudno w ten sposób wypracować jakieś podstawy sukcesu, jeżeli nie ma się zagwarantowanego spokoju w pracy.

Zwolnienie Ancelottiego oceniam jednoznacznie źle. Współpracował z gwiazdorami Królewskich świetnie, pasował do tej popieprzonej szatni jak nikt. O niepowodzeniu zadecydowały detale, sekundy, czy jak kto woli – przypadek. Wicemistrzostwo kraju i półfinał Champions Leaue, przegrany nieszczęśliwie, pechowo. Daleki jestem od stwierdzenia, że Real był gorszy od Juventusu. Wprost przeciwnie, to cud, że Chiellini z Bonuccim wytrwali w tym wybijaniu dośrodkowań swoimi twardymi łbami. Niemniej, ktoś tam ważny lekką ręką podejmuje decyzje, a my możemy tylko wzdychać. Szkoda mi szczerze kibiców Realu, bo trudno sympatyzować z tak niestabilną drużyną.

Drużyną która jest nieprzerwanie jedną z najlepszych, grającą zjawiskowo i gromiącą rywali – ale jednocześnie regularnie dającą dupy, kompromitującą się i zaliczającą niesłychane wpadki. Drużyną chyba po prostu pechową.

&MaxW=640&imageVersion=default&AR-150208976

Boli mnie serducho, gdy patrzę na Casillasa jak na bohatera jakiejś taniej i śmierdzącej transferowej sagi. Boli mnie to, jak traktuje się jedną z największych legend współczesnej piłki. Casillasa oglądałem jeszcze jak na treningi dojeżdżał do klubu rowerem, bo nie miał prawa jazdy. Jest jednym z tych piłkarzy, których można sobie śmiało wytatuować. Święty Iker, tak samo jak święte są te chwile, które pamiętam z dzieciństwa i które przeżywam wraz z Casillasem całe swoje futbolowe życie. Myślę, że tacy zawodnicy powinni odchodzić w chwale, tak jak odchodził Maldini, tak jak odchodził Del Piero, tak jak odchodził Zanetti. Nie wiem jak to się potoczy, ale nie chcę oglądać Ikera na ławce w Porto.

Albo Sergio Ramos. Podobno chce zarabiać tak dużo, żeby nie przedłużono z nim kontraktu. Miałby zatem przejść do Man U (albo innego dowolnego klubu, byle pewnie dalej niż Real). Szkoda by było, bo gość jest na dobrej drodze żeby zostać legendą Realu. Najlepszy hiszpański stoper, w mojej ocenie powinien grać właśnie w Hiszpanii. Ten sezon jednakowoż nie tak spektakularny jak ostatni, niemniej Ramos to Ramos.

Ewenementem jest dla mnie Varane. Tak szybkiego środkowego obrońcy – w ogóle takiego sprintu w wykonaniu stopera – nie widziałem nigdy. Przy tym niesamowity spokój, wyobraźnia, warunki fizyczne. Wzór nowoczesnego stopera, a dla Realu obrońca na lata (o ile to w ogóle możliwe).

Marcelo swoje dobre sezony w Realu przeplata tymi bardzo dobrymi. Jak dla mnie jest to najlepszy lewy obrońca świata. Gdy przychodził do Realu, mówiono o nim jako o naturalnym następny Roberto Carlosa. Carlosem to on nigdy nie będzie, głównie przez to niedorzeczne afro, ale nikt na świecie nie napędza akcji z lewej flanki, jak on.

Głównym problemem Realu w tym sezonie były wahania formy czwórki środkowych pomocników, a także brak sensownych dublerów. Gdyby wszyscy wstrzelili się w odpowiedni moment, utrzymali formę wystarczająco długo – a przy tym uniknęli kontuzji (Modrić!) – to kto wie, jak wyglądałyby końcowe rozstrzygnięcia. Pomoc kompletna, na papierze najsilniejsza chyba na świecie, jednak nawet ten papier nie wystarczył na Barcelonę i Juventus. Efekt taki, że o Isco już mówi się w kontekście transferu.

No i ten nieszczęsny atak. Zacznę od tego, że Chicharito jest tylko i wyłącznie chwytem marketingowym na meksykański bazar koszulkowy, coby trochę brudasów miało w czym biegać. Następnie, Gareth „Planeta Małp” Bale. Od zawodnika, który kosztował ciężarówkę złota zawsze będzie się oczekiwało więcej, niż jest w stanie zagrać. Niestety, biedny Walijczyk nie ucieknie od tej presji. A prawda jest taka, że nie jest to zawodnik TEJ klasy, która zarezerwowana jest w tym momencie tylko dla dwóch. To wciąż jeden z najlepszych piłkarzy w Europie, ale warto byłoby sprecyzować wymagania co do niego.

Benzema zagrał kapitalny sezon. Zagrał jako pomocnik Ronaldo i Bale’a, ich asystent. I, biorąc pod uwagę jakim jest debilem (tak tato, będziemy w naszych artykułach pisać w ten sposób o piłkarzach, bo trzeba nazywać rzeczy po imieniu), wychodzi mu to naprawdę nadspodziewanie dobrze. Niestety, zawsze będzie niedoceniany i wypychany z tego najgorszego miejsca pracy na świecie, jakim jest środek ataku w Realu. Wszyscy czekają tam na jakiegoś Ibrahimovicia, Rooneya albo Aguero. Ja czekam na Roberta.

No i Cristiano Ronaldo. Znowu nabił tych bramek jak zły, znowu żyły wychodziły z łydek. Mówi się głośno, że jak Ronaldo zdobywa koronę króla strzelców, to Real nie zdobywa tytułów. Ja widzę już powoli nadchodzący zachód słońca. Ronaldo z walącego po skrzydle pioruna zamienia się powoli w lisa pola karnego. Zaczyna brakować tej przebojowości, swobody na boisku, tego dryblingu. Coraz częściej mam wrażenie, że zespół gra, a Ronaldo wbija te bramy, finalizuje akcje, dostawia głowę lub nogi. Wciąż jest w tym najlepszy (albo jednym z dwóch najlepszych), ale musimy się powoli godzić z faktem, że lepszy już nie będzie – wręcz przeciwnie. Czy odejdzie z Realu w nadchodzących sezonach? W sumie fajnie byłoby znów zobaczyć go w Man U.

Niewypałem okazał się Illaramendi, Lucas Silva to jakiś szrot, A Khedira biedny nie pograł, bo zdrowie nie dopisało.

Od nowego sezonu na prawej obronie Danilo, czyli nowy potwór ze stajni Porto.

BARCELONA

2015_03_18_FCB_-_MANCHESTER_011_v1426710641

Zachwyt, dominacja, doskonałość – o Barcelonie z tego sezonu napisano i powiedziano już chyba wszystko. Wypalił tercet w ataku, pomimo trudnych początków. Zatrybił każdy element, odnalazł się w tym wszystkim Luis Enrique.

Formę przede wszystkim złapał w odpowiednim momencie Messi, podobno dlatego, że zrobił sobie na przedramieniu tatuaż i przeszedł na jakąś hipsterską dietę. W każdym razie, w tym sezonie chyba ani razu nie rzygał. Powiadają, że ten sezon był najlepszy w całej jego karierze – ja się z taką tezą nie zgadzam, widziałem po prostu lepszego Messiego 3-4 sezony temu. Niemniej, po Mistrzostwach Świata myślałem, że to piłkarz wypalony – pomyliłem się jak cholera. Bo Messi to wciąż najlepszy piłkarz, jaki kiedykolwiek biegał z piłką, a ten sezon może zaliczyć do tych najbardziej udanych. Wrócił na prawe skrzydło, zrobił sobie normalną fryzurę, grał jak z nut.

Obok niego Suarez, czyli najlepszy środkowy napastnik świata, oraz Neymar, czyli najbardziej przereklamowany piłkarz świata. Mawiają, że zaraz po Messim i Cr7 stąpa Neymar. Bzdura. Owszem, jest to świetny zawodnik, ale brakuje mu jeszcze bardzo dużo, przede wszystkim mózgu, co zresztą udowodnił na Copa America.

Do udanych nie zaliczy mijającego sezonu Iniesta, który znacznie spuścił z tonu. Niewyraźny, mało energiczny, bez błysku, z pojedynczymi zrywami. Czyżby zmierzch kolejnej gwiazdy?

Żegnamy Xaviego. O, i właśnie tak powinniśmy żegnać Casillasa! Szacunek, łzy wzruszenia, skandująca imię publiczność, a nie jakieś gwizdy jak na Bernabeu. Wielki piłkarz, wielka kariera, przed Camp Nou niedługo pomnik.

&MaxW=960&imageVersion=default&AR-150529545

Rakitić, ku mojemu zdziwieniu, świetnie wpasował się w układankę Luisa Enrique. Jest w pewnym sensie powiewem świeżości, rozgrywającym o zupełnie innym profilu niż wyżej wymienieni, czy choćby Fabregas. Nie dawałem mu dużo szans, mówiłem że koszulka Barcelony będzie na niego za duża. Nie mówię, że mnie przekonał – jak dla mnie wciąż to nie jest jeszcze TA klasa, ale przyznam – w najważniejszych momentach sezonu zrobił swoją robotę. Wielkim wygranym sezonu jest Busquets. Wreszcie brylował na równi z Xavim i Iniestą, a nie był tylko w ich cieniu. Wiele dawał zespołowi w ataku, był niemal bezbłędny w defensywie. Znakomitą końcówkę sezonu zaliczył również Dani Alves, który wreszcie grał jak za najlepszych lat. Podpisał nowy kontrakt, ciekawe jak potoczy się jego walka o miejsce w składzie z Aleixem Vidalem.

Pique zagrał najlepszy sezon on wielu lat. Wreszcie nie był myślami u Szakiry w sypialni, wreszcie kierował defensywą, wreszcie grał tak, jak na niego przystało. W mojej ocenie zawodnik meczu w finale Champions League, bezbłędny, wygrywał KAŻDĄ głowę.

Nie widzę w Ardzie Turanie (nie wiem jak odmienić) poważnego piłkarza, nie widzę i poważnego wzmocnienia dla Barcy. No ale zobaczymy, może będzie wchodził z ławki.

A owa ławka rozczarowuje. Pedro, Mathieu, Adriano i kilku anonimowych chłopców z akademii. Tutaj trzeba wzmocnić, trzeba kupić napastnika, no i koniecznie Pogbę. Nie widać w takiej perspektywie końca dominacji Barcelony.

Reszta

Villarreal

Świetny oprócz tego, wręcz zaskakująco dobry sezon zagrał Villarreal. Zespół zbudowany niemal na samych Hiszpanach, pomimo bardzo słabej końcówki, zdołał zapewnić sobie miejsce w Lidze Europy. Wynik większy niż oczekiwano, a sama gra była naprawdę ciekawa. Bardzo fajnie grali bracia Dos Santos, całkiem udany sezon zaliczył wreszcie Leo Baptistao, objawiły się talenty Gerarda Moreno Samuela i przede wszystkim Vietto – ten ostatni właśnie przeszedł do Atletico za 20 mln.

Bardzo fajnie grała Celta. Wynik też nadspodziewanie dobry, na gwiazdę zespołu wyrósł Nolito. Sezon w kratkę dla Athleticu, mocno spuścili z tonu Benat, Susaeta, a Muniain grał albo słabo, albo był kontuzjowany. Zdecydowanie za to na plus Aduriz – znów najlepsza głowa Primera Division. Malaga wraca powoli do przeciętności, po tym jak znudziła się temu szejkowi, którego nazwiska nie pamiętam.

*****************************************************************************

tabela strzelcy

*****************************************************************************

JEDENASTKA SEZONU wg Kopniętych:

La Liga

Sezon jednak z gatunku tych klasycznych, chociaż zdarzały się momenty, że na czubie tabeli siedziały i Sevilla, i Valencia. Wszystko jednak powoli wraca do normy, od przyszłego sezonu myślę, że Primera Division znów zamieni się w dwie ligi – Real + Barca oraz reszta. Niemniej, grupa pościgowa zaprezentowała kawał niesamowitego futbolu, wzniosła się na bardzo wysoki poziom, w mojej ocenie nieosiągalny dla nikogo w sezonie 2014/15.

Kornak

Reklamy

One response to “Podsumowanie sezonu (1): Primera Division

  1. Pingback: Podsumowanie letniego okna transferowego (2): Primera Division | Kopnięci

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: