Kopnięci

O futbolu na luźno i poważnie. Informacje, opinie, brameczki, interwencje. Co oglądać, co pomijać. Wszystko co powinieneś wiedzieć o futbolu, ale wstydzisz się zapytać. Wszystko co potrzebujesz wiedzieć o futbolu, a nie chce ci się szukać. Wszystko co chcesz wiedzieć o futbolu, choć jeszcze o tym nie wiesz.

Premier League – zaczynamy od trzęsienia ziemi

premier

Odliczaliśmy dni, teraz odliczamy godziny. Zacznie się od mocnego uderzenia, po raz pierwszy w tym sezonie usiądziemy wygodnie w fotelach, zapniemy pasy i ruszamy w kolejną roczną podróż w trasę pełną spektakli, bramek, kartek, łokci, wielkich pieniędzy i kibicowania. Tak przynajmniej to widzę. Mniejsza o to, komu kibicujecie, życzymy Wam emocji i cholernie wielkiego smutku za każdym razem, kiedy sędzia zagwiżdże po raz ostatni w każdym kolejnym meczu.

Na to czekaliśmy od maja. Nie zdążyłem z wielką typową zapowiedzią, ale komu trzeba tę ligę przedstawiać? Chyba każdy, kto jarał się jak ja, że każdy kolejny dzień przybliżał do nowej batalii o mistrzostwo Premier League, wie o co chodzi.

W sobotę zaczynamy od mocnego uderzenia. Manchester United znowu szalał na rynku transferowym, a van Gaal w swojej rewolucji ma najwyraźniej za zadanie wymienić całą jedenastkę „Czerwonych Diabłów”. Do tego dołożył do swojej bogatej kolekcji gnojonych wielkich piłkarzy Angela Di Marię. W obecnej sytuacji Argentyńczyk i tak wydaje się zbędny, więc chyba nikt nie będzie miał problemu z jego odejściem do PSG. Darmian, Schweinsteiger, Schneiderlin, Depay. Robi wrażenie? Jasne, że robi wrażenie. Konkurencja będzie ogromna.  Rooney wreszcie będzie mógł skupić się na strzelaniu bramek przewrotką, chociaż pewnie i tak czasem przebiegnie 50 metrów za zawodnikiem rywali, żeby wejść w niego epickim wślizgiem. Potrzeba mu partnera? Moim skromnym zdaniem – jak cholera, ale jego nazwisko wciąż jest owiane tajemnicą. I bardzo dobrze, bo tajemnicze transfery zawsze dobrze działają na wyobraźnię. Jak wielkie to będzie nazwisko? Trudno powiedzieć, ale ktoś na pewno będzie zaskoczony. Jeśli rewolucja van Gaala wypali, Manchester będzie bił się o mistrzostwo Anglii. Jeśli nie wypali, miejsce na pudle tak czy tak wydaje się planem minimum.

schneiderlin

Co z ich sobotnim rywalem? Tottenham po raz kolejny zrobił to, co potrafi w Anglii chyba najlepiej – zarabiał pieniądze. Z corocznej wyprzedaży piłkarskiego szrotu do kasy wpadło prawie 50 milionów euro. Daniel Levy wydał z tego niecałe 28. Na liście zawodników, którzy odeszli, brakuje co prawda Emmanuela Adebayora, ale sprzedanie Paulinho, Holtby’ego, Capoue, Stambouliego, Chirichesa i Kaboula za takie pieniądze wywołują tylko uśmiech na twarzach „Kogutów”. Nikt nie będzie po nich płakał, polały się natomiast łzy radości, kiedy klub ogłosił, że do zespołu dołączył Toby Alderweireld. Para belgijskich stoperów, którą stworzy z Vertonghenem pozwala mieć nadzieję na to, że wreszcie obrona Tottenhamu nie będzie pozwalać Llorisowi na interweniowanie średnio co trzy minuty. Fajnie, że udało się wypromować Francuza, ale teraz czas pozwolić mu na to, by przynajmniej w kilku meczach oddał się spokojnej kontemplacji między słupkami. Rewolucji nie było, znowu będzie grała młodzież, z Masonem i Bentalebem w środku pola, Lamelą, Eriksenem i Kane’em z przodu. Wiadomo, że co do formy tego ostatniego jest najwięcej pytań. Jeśli utrzyma chociaż podobną dyspozycję z poprzednich rozrywek, a zespół zrobi krok do przodu w porównaniu z zeszłym rokiem, na pewno może do końca walczyć o czołową czwórkę.

To w końcu jest najważniejsze – TOP 4. Chelsea, Manchester City, Arsenal, Manchester United. Ktoś będzie w stanie rozbić ten układ? Szanse na to wydają się wątpliwe. Zobaczymy, co Liverpoolowi przyniosą Clyne, Benteke, Firmino i Ings. Jeśli ta drużyna odpali, wszyscy będą w szoku. Jeśli nie, w szoku po raz kolejny będzie Rodgers, który zakończy swoją przygodę z Liverpoolem. To na pewno będzie ciekawe, pytanie tylko, czy także dla tych, którzy ściskają kciuki za „The Reds”. Zastanawia Chelsea, która zachowała lodowaty spokój w szaleństwie, który co roku towarzyszy okienku transferowemu. Kto przyszedł do klubu? Rezerwowy bramkarz, Asmir Begović (najwyraźniej po dobrej grze w Stoke chce spróbować czegoś innego niż granie w każdym meczu) i młodzież. Kenedy, Nathan i Danilo Pantić z Partizana Belgrad. Do tego Falcao, którego Monaco wypożyczyło po raz kolejny. Mourinho szykuje jakąś bombę na początku rozgrywek? Nic na to nie wskazuje. O motywację piłkarzy nie musi się martwić, o personalne problemy chyba też nie. Zobaczymy tylko, czy po odejściu Felipe Luiza (nagroda dla tego, kto powie, co się z nim stało na Stamford Bridge) nie zabraknie im lewego obrońcy. Zespół jest kompletny? Z tym można dyskutować, a w ubiegłym sezonie do tej dyskusji swoje trzy grosze dorzuciło PSG w Lidze Mistrzów. Jeśli Chelsea i Mourinho będą chcieli znowu grać piętnastoma zawodnikami, to trudno będzie pogodzić walkę na wszystkich frontach.

Manchester City zaszokował. Mnie głównie dlatego, że posady nie stracił Manuel Pellegrini, po poprzedniej batalii pierwszy człowiek, którego „Obywatele” powinni się pozbyć, razem z kolejką piłkarzy, których sprowadził do zespołu. Co ciekawego słychać u City przed sezonem? Jakoś trudno nie wspomnieć o Sterlingu, kupionym za jakieś 550 milionów funtów. Dobra, było ich trochę mniej, ale ta kwota jest tak samo absurdalna jak rzeczywista. Tak, Sterling jest Anglikiem. Tak, Sterling jest młody. Tak, Sterling potrafi grać w piłkę. Ale nikt nie wmówi mi, że da się jego usługi wycenić na jakieś 62,5 miliona euro. Ten zespół potrzebował jakiejś porywającej zmiany, a dostał kapryśnego dzieciaka do spółki z Delphem. Chryste, Fabian Delph. Drugi James Milner, nawet Aston Villa się zgadza. Ja tam sukcesu nie wróżę, ale Pellegrini dostał właśnie nowy kontrakt, także mogę się mylić. Jeśli nie, to zgłaszam się do rady nadzorczej City.

Arsenal podobnie jak Chelsea, nie szalał w tym okienku. Cały czas mówi się o drugim tajemniczym napastniku. Są pieniądze, są nazwiska na czele z Benzemą, ale konkretu w koszulce „Kanonierów” brakuje. Jest za to Petr Cech, więc kibice będą mogli odpocząć od Szczęsnego. Nie ma sensu zastanawiać się, co wniesie do drużyny, warto natomiast pomyśleć, co da te kilka wybronionych punktów więcej w końcowym rozrachunku. Bo chyba nikt nie przypuszcza, że taki bramkarz nagle zacznie popełniać błędy i grać jak hmmm… Szczęsny? Arsenal nie zaskoczy nikogo, bo nie ma czym zaskakiwać. Ale jeśli wejdą w sezon w takiej dobrej formie i będą grać na miarę potencjału swojej ofensywy, z fantazją i polotem, to na pewno będzie przyjemnie dla oka, momentami wręcz imponująco. Już wcześniej pisałem, że Giroud nie jest napastnikiem, którego potrzebują „Kanonierzy”, ale czekam na to, że planowany transfer mnie zaskoczy. O ile oczywiście w ogóle coś jest na rzeczy.

Nie będę analizował każdego zespołu, który będzie miał do odegrania swoją rolę w tym sezonie. Ale wiem, na co będę patrzył. Dla kogo górna połówka tabeli? To niewdzięczne i złe, ale o co właściwie o co grają ci, którzy raczej nie będą zagrożeni relegacją, ale też są bez szans w starciu z faworytami do wielkiej czwórki?

Southampton spróbuje powtórzyć scenariusz z poprzednich rozgrywek. Jak na razie wszystko wygląda bliźniaczo podobnie, co wcale nie musi jednak wyjść na plus. Znowu mieliśmy wyprzedaż, z zespołem pożegnali się Clyne i Schneiderlin, zamiast nich przyszli Soares i Jordy Clasie. Rok temu była rozpacz, bo „Święci” stracili kręgosłup. Udało się go jednak przeszczepić i kapitalnie zacząć sezon. Nie było szans na nic więcej, ale Koeman wycisnął z drużyny wszystko, co tylko mógł. Jeśli Clasie będzie miał podobne wejście do Tadicia, a Soares będzie szalał na prawym skrzydle jak Clyne, jakościowy spadek nie będzie aż tak dotkliwy. Problem z tym, że w środku powstała dziura po Schneiderlinie, a takiego zawodnika nie da się łatwo zastąpić. Właściwie nie da się go zastąpić w ogóle, więc trzeba będzie zmienić koncepcję. Poza tym zespół zacznie sezon bez Frasera Forstera, a ten bramkarz pokazał, ile znaczy dla drużyny właściwie od pierwszego momentu, w którym stanął między słupkami.

Na spokojny sezon będzie liczyć także Swansea. Fabiański podpisał właśnie nowy kontrakt z „Łabędziami”, a biorąc pod uwagę to, że poprzedni miał jeszcze trwać trzy lata, może warto nazwać to po prostu podwyżką.

fabiański

Garry Monk sprowadził Tabanou i Ayew, także nie ma mowy o jakichś rewolucyjnych wzmocnieniach, ale siła Swansea jest w regularności, ich grę ogląda się z przyjemnością, dlatego też trzymam kciuki, żeby dalej to wyglądało tak, jak w ostatnich latach.

Ciekawie będzie w Stoke City. Zespół stracił podstawowego bramkarza i Stevena Nzonziego, który mocno harował w środku pola. Wielkie nazwiska w transferach do klubu? Brak, chyba, że ktoś uważa za takie Glena Johnsona czy Ibrahima Affelaya. Tacy zawodnicy mogli robić wrażenie jakieś 5 lat temu. Styl gry Stoke obrósł już legendą, a piłkarze z Brittania Stadium mają być ostatnim typowo angielskim zespołem w Premier League. Ostatni sezon pokazał jednak, że to, co liczy się w ich grze, to nie tylko wrzutki na Croucha czy Waltersa i łamanie nóg rywalom. Drużyna Hughesa zna swoje ograniczenia, ale nie powinny one przeszkodzić jej w zajęciu miejsca w środku tabeli.

O West Hamie nie chcę nawet pisać, bo trudno mi przejść do porządku dziennego z tym, że zespół wystawia skrajne rezerwy w meczu w kwalifikacjach do Ligi Europy, ale ciekawe, jak poradzi sobie Slaven Bilić. Chorwat w jakimś sensie wraca na stare śmieci, ale to dla niego naprawdę duża szansa, żeby pokazać się w najbardziej medialnej lidze świata. I fajnie, tyle że mimo wszystko będzie mi brakować Sama Allardyce’a. Znowu będą pojawiać się brednie po 8. kolejkach, że „Młoty” mogą włączyć się do walki o coś więcej niż tylko czołowa dziesiątka? To się raczej nie wydarzy, ale może styl gry będzie mniej toporny.

Newcastle z kolei powinno się bojkotować z powodu tego, jak przyjemnie potraktowali Jonasa Gutierreza po tym, jak okazało się, że Argentyńczyk zachorował na raka jądra. Nie przeszkodziło mu to w tym, żeby, już po leczeniu, w samej końcówce poprzedniego sezonu zagwarantować zespołowi utrzymanie. Teraz odchodzi, a mi jest trochę smutno, bo zawsze gościa lubiłem. Bardzo charakterystyczny drybling, orał lewą stronę boiska aż miło.

Do Premier League i Alana Pardew wraca Yohan Cabaye. Francuz po marnym epizodzie w PSG znowu będzie miał okazję pokazać, że może decydować o obliczu angielskiego zespołu. Środek pola z Mile Jedinakiem? Będzie ciekawie, a jeśli dodamy do tego dryblingi i sztuczki Yannicka Bolasie, to Crystal Palace może wyglądać z przodu naprawdę fajnie. Oczywiście dokładamy do tego Connora Wickhama, który w Sunderlandzie pokazał, że jeśli tylko złapie formę, może seryjnie trafiać do siatki. Miejsce w dziesiątce wydaje się realne. Jedynym, co ciekawi mnie w zespole „Srok” będzie to, jak wypadnie Mitrović, który może okazać się naprawdę niezłym transferem. 18,5 miliona euro może coś o nim powiedzieć, podobnie jak 14 bramek w Jupiler Pro League w ubiegłych rozgrywkach.

Everton ściągnął Cleverleya, to mogłoby wystarczyć za komentarz, ale trzeba patrzeć na to, jak będzie rozwijał się młody talent w zespole Roberto Martineza. Chodzi o Johna Stokesa, o którego podobno starała się Chelsea. Kolejna nadzieja angielskiej piłki? Coś może w tym być, chłopak na pewno ma papiery na wielkie granie i ten sezon będzie kluczowy dla tego, co z niego wyrośnie.

Kto szalał na transferowym rynku? Najwięcej transferów jest, jak co roku zresztą, w zespołach, które będą rozpaczliwie walczyć o utrzymanie. A walka szykuje się wyjątkowo zacięta. Kto może spaść? Nie sposób wskazać, ale na pewno bliżej utrzymania będzie WBA, o ile zatrzyma Saido Berahino. Tony Pulis na pewno poukłada drużynę i będzie w lepszej sytuacji niż te kluby, które dopiero awansowały. Norwich, Watford i kopciuszek absolutny, Bournemouth, uwijały się podczas okienka aż miło. Tzn. trochę szkoda, bo znaczy to, że część z tych ludzi, którzy walczyli w Championship, nie dostanie większej szansy w elicie. Najmniej nowych twarzy jest w Norwich, ale tam też zobaczymy kilku zawodników, którzy mają na koncie trochę meczów w Premier League, więc ligowy skok nie musi być dla „Kanarków” bolesny. Watford radośnie wyłożył 30 milionów i liczy, że wydatek się opłaci – ciekawe, czy Etienne Capoue odrodzi się po słabym okresie w Tottenhamie. Oprócz tego Behrami, Holebas czy Allan Nyom… Coś chyba świta, ale trudno powiedzieć, na ile będzie to działać.

Moje kciuki są za Bournemouth, z racji ostatniej przygody w Football Managerze 15. Wiem, że to trochę niepoważne, ale ci, którzy grają, wiedzą, że nawet jeden sezon potrafi sprawić, że inaczej patrzymy na zespół. A do tego w bramce Artur Boruc, więc jak tu im nie kibicować? Powiem tak – patrzymy na Borubara, Matta Ritchiego, Calluma Wilsona i Yanna Kermorganta (pewnie z ławeczki, ale kto wie, może będzie to drugi Rickie Lambert? Ostatni sezon rewelacyjny). Jeśli będą grać z takim rozmachem jak w Championship, to będziemy świadkami widowisk. Być może zakończonych hokejowymi wynikami i niekoniecznie zwycięskimi, ale na pewno trudno będzie usiedzieć w fotelu. Siedmiu nowych piłkarzy? Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Sunderland ściągnął Yanna M’Villę. Gdyby to był Football Manager, i to taki sprzed kilku lat, byłbym pod wrażeniem. A tak, to raczej średnio. „Czarne Koty” co sezon toczą jakiś heroiczny bój o utrzymanie i zawsze wychodzą z tarczą. Nie wiem, jak długo może się utrzymywać ta tendencja, ale kiedyś na pewno się skończy. Coś mi mówi, że to może być właśnie ten sezon.

Na koniec Leicester. Wasilewski stracił przed sezonem trenera. Nigel Pearson zrobił kawał roboty. Miało być utrzymanie, było utrzymanie. Styl? Leicester nie grał najgorszej piłki w historii futbolu, potrafił zaskakiwać, no i ma Kramaricia, który jeszcze nie pokazał wszystkiego. Czekam na więcej, ale mam wrażenie, że zmiana szkoleniowca nie wyjdzie „Lisom” na plus, a Ranieri nie będzie w stanie zrobić z tym zespołem tego, co wykonał Pearson.

To byłoby na tyle. O 13 zaczniemy sezon. I zaczniemy go mocnym uderzeniem. Skoro już to napisałem, znacznie wzrosła szansa na bezbramkowy remis w meczu Manchesteru United z Tottenhamem. Ważne jest jedno – czekanie dobiegło końca.

Reklamy

One response to “Premier League – zaczynamy od trzęsienia ziemi

  1. Pingback: Premier League - the wait is over |

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: