Kopnięci

O futbolu na luźno i poważnie. Informacje, opinie, brameczki, interwencje. Co oglądać, co pomijać. Wszystko co powinieneś wiedzieć o futbolu, ale wstydzisz się zapytać. Wszystko co potrzebujesz wiedzieć o futbolu, a nie chce ci się szukać. Wszystko co chcesz wiedzieć o futbolu, choć jeszcze o tym nie wiesz.

Tottenham może wszystko

To już żadna nowość, że kibicowanie Tottenhamowi przynosi uczucia skrajne. Cieszysz się, by po kilkunastu minutach skrywać twarz w dłoniach albo rwać sobie włosy z głowy. Ze skrajności w skrajność i akurat ci, którzy ściskają kciuki za Spurs mogą o swoich stanach emocjonalnych związanych z tym wyborem powiedzieć dużo. Napisać, że Tottenham jest nieobliczalny, to nic nie napisać.

Football - Tottenham Hotspur v Manchester City - Barclays Premier League - White Hart Lane - 26/9/15 Harry Kane celebrates scoring the third goal for Tottenham Action Images via Reuters / Tony O'Brien Livepic EDITORIAL USE ONLY. No use with unauthorized audio, video, data, fixture lists, club/league logos or "live" services. Online in-match use limited to 45 images, no video emulation. No use in betting, games or single club/league/player publications. Please contact your account representative for further details.

W ostatniej kolejce Mauricio Pochettino wystawił na mecz z Crystal Palace najmłodszą jedenastkę z całej Premier League – średnia wieku wyniosła niecałe 25 lat. Z dzieciakami nic nie wygrasz, nie? Taki teksty już były, ale Manchester United pokazał, że jak najbardziej da się to zrobić. Tottenhamowi do tego jeszcze bardzo daleko, ale w sobotę zobaczyliśmy, że ekipa złożona z ludzi, przed którymi jest jeszcze x lat grania na najwyższym poziomie, potrafi pokonać Manchester City. Klub, w którym jedenastka wybiegająca na boisko nie jest najmłodsza, bo bije inne rekordy – głównie te cenowe. W przegranym meczu z West Ham wybrańcy Pellegriniego kosztowali w sumie 308 milionów funtów.

Od lat „The Citizens” pokazywali Tottenhamowi, że może sobie co najwyżej pomarzyć o czołowej czwórce. W 4 ostatnich spotkaniach to była rzeź – 0:6, 0:5, 1:4, 0:1. Ostatnia wygrana „Kogutów” miała miejsce w kwietniu 2013 roku. Wcześniej udało się wygrać w sezonie 2009/2010, a zdobyte wtedy punkty pozwoliły na grę w Lidze Mistrzów. Od tego czasu wszyscy czekają, aż uda się to powtórzyć, ale co roku patrzymy na wyścig zbrojeń, z którego ci mniej bogaci odpadają praktycznie w przedbiegach.

Tottenham cały czas pozostaje drużyną w budowie. Drużyną, z której najlepsi zawodnicy odchodzą za większymi pieniędzmi i Ligą Mistrzów, za walką o trofea. I trudno im się dziwić, bo Spurs ostatni raz wygrali coś w 2008 roku. Prehistoria, bo w ataku biegał młody jeszcze Berbatov, który tworzył parę napastników z Robbiem Keanem. Kolana Ledleya Kinga pozwalały mu na to, by podbiec kawałek za obrońcą, w środku obrony wspierał go Woodgate,  na prawym skrzydle szalał dzieciak Lennon, a w środku pola widzieliśmy (jak się zapowiadało) utalentowanego i ogranego już Jenasa, który z roku na rok pracował na to, by zostać jedną z kolejnych niespełnionych nadziei angielskiej piłki.

Z tej drużyny nie ma już nikogo, tak samo jak z tej, która grała w Lidze Mistrzów. Trochę paradoksalnie, ale lubiłem tamtą ekipę, także dlatego, że była nieobliczalna. To jedno, co w Tottenhamie nie zmienia się od lat. Trudno powiedzieć, czym to jest spowodowane, trudno uwierzyć mi w coś takiego jak „charakter” klubu, który determinuje sposób jego gry. Zespół to piłkarze, sztab, ludzie, którzy pracują z nimi na co dzień, kibice. Tottenham cały czas jednak robi swoje.

Przed sobotnim meczem z City miałem raczej mieszane uczucia – nawet biorąc pod uwagę wpadkę z West Hamem Manchester sprawiał naprawdę imponujące wrażenie. Poza tym Aguero miał być gotowy na 100%, więc chyba naturalnie było się czego obawiać. Z drugiej strony braki w obronie można było wykorzystać. Pytanie tylko, czym, skoro Kane od początku sezonu szukał drogi do siatki?

Zaczęło się zgodnie z planem gości. Kretyńska strata Walkera przy rzucie rożnym, kontra wyprowadzona od własnego pola karnego i Tottenham przegrywał. Potem niespodziewane wyrównanie tuż przed przerwą po strzale Diera. Diera, który rozwinął się niesamowicie w ciągu ostatniego roku. Nie byłem jego fanem jako prawego obrońcy. Sprawia wrażenie wolnego, drewnianego klocka, który nawet na środku obrony będzie miał problemy z tym, żeby nadążyć za bardziej zwinnymi napastnikami. Nie będzie musiał tego sprawdzać, bo Pochettino zrobił z niego defensywnego pomocnika.

Eric Dier:

Dele Alli:

Na tej pozycji albo trzeba nadrabiać doświadczeniem albo trzeba bardzo czuć grę. Wystarczy napisać, że Dier i grający obok niego w ostatnich meczach Alli mają 21 i 19 lat, co pokazuje, że papiery na poważne granie są jak najbardziej na miejscu. To miał być zimny prysznic dla tego duetu, okazało się jednak, że kolejny egzamin został zdany. Może nie śpiewająco, ale na pewno na bardzo przyzwoitą ocenę.

Chociaż cały czas brakuje mi w Tottenhamie jakiegoś piłkarza z głośnym nazwiskiem, który byłby liderem, miał dużo doświadczenia i potrafił pociągnąć grę drużyny, to chyba nie ma w tym momencie na co narzekać. Kibice „Kogutów” potrafią robić to w każdym momencie, więc wygrana z wicemistrzem Anglii 4:1 jest całkiem dobrą okazją, żeby to potwierdzić to… jednak nie tym razem.

Odblokował się Harry Kane, którego decyzje wołały momentami o pomstę do nieba, bo całkowicie zrezygnował z podawania, chcąc zakończyć każdą akcję samemu. To, jak ciężar spada mu z barków, było słychać w Warszawie, możecie wierzyć na słowo. Po kontuzji wraca Eriksen, który w formie jest najlepszym piłkarzem Spurs, mającym bajkową technikę, przegląd pola i uderzenie.  Coraz lepiej z lewej strony wygląda Davies, Son też ma przed sobą trochę gry na White Hart Lane.

Czy Manchester został przez Tottenham zmiażdżony? Trudno tak to określić, bo sam zmarnował sporo dobrych okazji, a „Kogutom” wpadło do siatki praktycznie wszystko, co mogło wpaść. Kolejny świetny mecz zagrał Lloris, który jest w ścisłej czołówce bramkarzy na Wyspach. Po 7. kolejkach zespół stracił 5 bramek – to tyle samo, co liderujący Manchester United. Wielkie osiągnięcie, biorąc pod uwagę to, że w ubiegłym sezonie nawet Lloris nie uchronił zespołu przez statystyką wpuszczonych goli porównywalną ze spadkowiczami.

Szkoda, że Premier League ma tak fatalnych sędziów, bo działalność bocznych powinna podchodzić pod jakieś kryminalne zarzuty.

Swoje na pewno zrobiła też kontuzja Toure, który jest najważniejszą postacią środka pola w City. Wydaje się, że od początku spotkania zmagał się z jakimś urazem.

Co musi zrobić Tottenham?

To, co w ostatnich latach zdarzało mu się naprawdę rzadko -musi utrzymać formę i pokazać, że wygrana z City nie była przypadkiem. W tym sezonie piłkarze Pochettino przegrali tylko mecz otwarcia z Manchesterem United. Jeśli chce się myśleć o Top Four, trzeba wygrywać nawet wtedy, kiedy ma się gorszy dzień, czasem zagrać cwaniactwem, doświadczeniem, jakimś detalem, który pozwoli dopisać sobie kolejne punkty. A to nigdy nie przychodziło Tottenhamowi łatwo. Można wymyślać sobie różne teorie o prześladującym „Koguty” pechu (ja robię to praktycznie cały czas), ale to brak powtarzalności jest w tym przypadku wielką bolączką. Po świetnym meczu i rozbudzeniu nadziei zawsze przychodziło coś w stylu porażki na własnym boisku z grającą piach Aston Villą, która oddawała w meczu jeden strzał.

Za tydzień Spurs zagrają na wyjeździe z Bournemouth. Będzie to wymarzona okazja, żeby pokazać, dlaczego Tottenham jest Tottenhamem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: