Kopnięci

O futbolu na luźno i poważnie. Informacje, opinie, brameczki, interwencje. Co oglądać, co pomijać. Wszystko co powinieneś wiedzieć o futbolu, ale wstydzisz się zapytać. Wszystko co potrzebujesz wiedzieć o futbolu, a nie chce ci się szukać. Wszystko co chcesz wiedzieć o futbolu, choć jeszcze o tym nie wiesz.

#łączynaspiłka

1dd98384f73338d70f8abbae194473ee

Pamiętam taki obrazek, gdy nasza reprezentacja, po koncertowym spierdzieleniu EURO 2012, wyszła spotkać się z kibicami w strefie kibica, by podziękować za doping oraz przeprosić za wielki zawód. Ówczesny kapitan, Kuba Błaszczykowski, mówił: „Mamy żal, mogliśmy osiągnąć więcej”. Patrzyłem wtedy na miny Wojtka Szczęsnego, Roberta Lewandowskiego, Maćka Rybusa, Łukasza Piszczka. Wiedzieli, że zawiedli. Wiedzieli, że upadli na kolana.

To był ten powszedni obrazek, ta codzienność, to „Polacy, nic się nie stało”. Piłkarzom było głupio, a najgorsze jest to, że byli na boisku bezsilni. W telewizji czerwoną mordą świecili Lato z Kręciną, powszechne było hasło „jebać PZPN”, reprezentacja była kojarzona z porażkami i niespełnionymi oczekiwaniami. Cały polski futbol był obiektem szydery, symbolem nieudacznictwa.

Później przyszły Eliminacje Mistrzostw Świata, w których wygwizdywany Lewandowski strzelił jedną bramkę z gry, po czym uciszał kibiców, a cała reprezentacja potrafiła przeskoczyć jedynie Mołdawię i San Marino. To był również okres, gdy stery przejął po Lacie Zbigniew Boniek. To był okres, w którym zaczęło się sprzątanie.

Posprzątano trupy z szafy. Zrezygnowano z przekręconej inwestycji wybudowania Centrum PZPN na warszawskim Wilanowie. Podziękowano smutnemu Fornalikowi, zatrudniono Adama Nawałkę.

Początki były bardzo trudne, wręcz bolesne. Nawałka dostał bardzo duży kredyt zaufania, sprawdził chyba wszystkich możliwych ligowców – w kilka miesięcy 62 piłkarzy – wyselekcjonował konkretną grupę. Dostaliśmy bęcki w sparingach ze Słowacją i Szkocją, zremisowaliśmy bezbramkowo z Irlandią. Nawałka w dość słabym stylu zabrał opaskę kapitańską Kubie, dał ją Robertowi. Byliśmy w przededniu Eliminacji EURO 2016, a nastroje nie napawały optymizmem.

Patrzyłem wtedy na naszych przyszłych rywali w grupie i myślałem: „Niemcy? Fajnie, pójdzie się na stadion zobaczyć TAKĄ reprezentację. Szkocja, Irlandia? Cholera, w dupę.”

Ta reprezentacja, ta drużyna, ta grupa ludzi była pośmiewiskiem. A potem nastąpił cud na Narodowym.

*******************************************************

Byłem świadkiem awansów naszej kadry na turnieje mistrzowskie, pamiętam wszystkich najważniejszych, najlepszych i najgorszych piłkarzy. Pamiętam selekcjonerów. Pamiętam radość po awansie, pamiętam zapowiedzi, nadzieje, obietnice.

Byłem również świadkiem eksplozji na Stadionie Narodowym po pokonaniu Irlandii. Tak, eksplozji – nazywajmy rzeczy po imieniu. Naród oszalał, Mateusz Borek krzyczał o historycznym sukcesie reprezentacji, było świętowanie, szampan, konfetti, no prawie jak po wygraniu finału Ligi Mistrzów. Niczym nieuzasadniona euforia, jak zauważają na zimno co poniektórzy.

Spotykam się teraz z dość trzeźwymi opiniami – czym różni się obecny awans od wcześniejszych? Dlaczego nam aż tak odbiło? Z czego tu się cieszyć? Na EURO do Francji jedzie przecież pół Europy! Dwadzieścia cztery drużyny, w tym Irlandia Północna, Islandia i Albania. Na taki turniej drużyna z jakimikolwiek aspiracjami ma obowiązek awansować.

Patrzę więc na naszą reprezentację, porównuję ją z poprzednimi i widzę kilka kluczowych okoliczności, które stanowią różnicę. Różnicę nie do przeskoczenia, nie do zbagatelizowania.

Zewsząd otaczają nas nagłówki gazet: „MAMY DRUŻYNĘ”. I fajnie, sprawa jasna jak moje włosy, tylko że te nagłówki pojawiały się i będą się pojawiać z każdym turniejowym awansem. Ja powiem inaczej: MAMY PRZEPOTĘŻNY KRĘGOSŁUP.

Na środku obrony bowiem nie biega Bartosz Bosacki, Mariusz Jop czy Jacek Bąk. Na środku obrony biega gość, który zatrzymuje na Narodowym w meczu o punkty Mistrzów Świata, przyjmując strzały na twarz, brzuch, na klatę. Gość ten bierze piłkę na siebie i wymusza kluczowy rzut wolny, piłkę meczową w najbardziej dramatycznym momencie tych eliminacji, na finiszu zmagań, w tym piekielnym kotle Hampden Park. Gość ten zagrywa fenomenalną, długą piłkę w pole karne do Linettego, tworząc najważniejszą akcję meczu z Irlandią, po której pada gol na 2:1.

W środku pomocy nie biega już Radosław Kałużny, Mariusz Lewandowski czy Radosław Sobolewski. W środku pomocy biega najlepszy defensywny pomocnik Primera Division, zawodnik który prowadzi swój zespół do triumfu w Lidze Europy, strzelając w finale bramkę. W środku pomocy biega gość, który wyciera murawę Szkotami i Irlandczykami, bierze ich po kilku na raz na plecy i gna z piłką przez całą długość i szerokość boiska. W środku pomocy biega gość, przez którego przechodzi teraz każda akcja zespołu, a środek pola jest przez niego zdominowany kompletnie. W środku pomocy biega gość, który w finale tych Eliminacji bierze ciężar na siebie i staje się centralnym punktem, rozgrywającym tej drużyny – gość, który strzela niezwykle ważnego gola w niezwykle ważnym momencie.

Na szpicy zaś nie mamy już Olisadebe, Żurawskiego czy Smolarka. Na szpicy mamy w tej chwili najlepszego napastnika globu, o którym media na całym świecie piszą, że wylądował na planecie Cristiano Ronaldo i Messiego. Na szpicy mamy króla strzelców Bundesligi, króla strzelców całych Eliminacji, najskuteczniejszego piłkarza tego roku, strzelającego na wszystkich możliwych futbolowych frontach 41 goli w 41 meczach. Na szpicy mamy kapitana, który broni, rozgrywa, atakuje, strzela. Na szpicy mamy piłkarza, który w decydującym momencie eliminacji stawia kropkę nad „i”, decydując o losach swojego zespołu. Na ataku biega zawodnik, który w zasadzie wziął tę kadrę za uszy i wrzucił do pociągu pędzącego do Francji.

Mamy Kręgosłup, którego zazdrościć nam może cały świat, absolutnie każda reprezentacja, każdy selekcjoner. Działa to na wyobraźnię, co?

A przecież nie tak dawno, dosłownie kilka meczów temu, z Glika śmiała się cała Polska, gdy potykał się o piłkę w meczu z Ukrainą („gliki-taka”), gdy kanały zasadzał mu Suarez w meczu towarzyskim z Urugwajem. O Krychowiaku mówiono zaś, że nie potrafi podać piłki dalej niż na trzy metry, a jeżeli już, to tylko do tyłu. Mówiono, że gra w reprezentacji słabo i rusza się jak w smole. A Robertowi Lewandowskiemu się nie chce, gdy nie płacą mu Niemcy.

Nie wiem czy znajdzie się w Polsce śmiałek, który powtórzy wyżej wymienione. Bo ludzie zwariowali na punkcie swoich idoli. Zachwycili się swoimi gwiazdami, uwierzyli w nich, wspierali, dopingowali. Ludzie, nie mający na co dzień pojęcia o futbolu, kupowali bilety na mecze i widzieli na własne oczy piłkarzy, którzy grają na najwyższym możliwym poziomie. Trudno tutaj nie popaść w euforię.

Jeżeli weźmiemy jeszcze pod uwagę okoliczności, w jakich te gwiazdy świeciły, w jaki sposób te gwiazdy zapewniły Polakom udział w EURO 2016, w jaki sposób zbudowały niesamowitą atmosferę walki i wygrywania, w jaki sposób scaliły drużynę, dały pewności reszcie zawodników – to czy możemy się dziwić, że ludzi zachwycił nasz spektakularny awans?

1a636a7cf7ab1d14ba7a3870f748ab26

Zastanawiam się wciąż i nie jestem w stanie jednoznacznie stwierdzić, jaka była tutaj rola Adama Nawałki. Cała dyskusja o tym, kto powinien prowadzić kadrę ograniczała się w dużym stopniu do „Polak albo ktoś z zagranicy”. Myślę, że nie w tym rzecz.

Nawałka jawi się nam jako człowiek niezwykle opanowany, ale też enigmatyczny. Nie wypowiadający się przed kamerami, komunikujący z nami jedynie poprzez konferencje prasowe – na których prawi banały według szablonów. Wiemy, że jest to człowiek niezwykle zdyscyplinowany, niezwykle pracowity, jest perfekcjonistą i dąży do celu powoli, sukcesywnie, krok po kroku. Czyli jest taki, jak cała reprezentacja – a tak chyba powinno być.

Scalił zespół, organizował dla chłopaków wspólne wypady, nakazał wspólne spożywanie posiłków. Nakręcał ich do pracy, poprzez karkołomne, ale trafne wybory udowadniał swoją rację. Niemal każda jego decyzja w tych eliminacjach była dobra. Najbardziej szalony – wydawałoby się – ruch bronił się stuprocentowo. Nawałka stworzył dla tej reprezentacji Milika i Mączyńskiego – piłkarzy w tym momencie absolutnie kluczowych. Potrafił być elastyczny, płynnie potrafił zmienić ustawienie i sposób gry. Nauczył reprezentantów grać niezwykle intensywnym pressingiem, nauczył ich asekuracji i świetnej odbudowy formacji, dopracował stałe fragmenty gry. Przede wszystkim jednak wpoił swoim podopiecznym wolę walki, determinację i wiarę w końcowy sukces.

Pykło to wszystko, zawiązało się i udało. Nawałka okazał się świetnym selekcjonerem, znalazł wspólny język z piłkarzami, potrafił ich świetnie prowadzić. Jest to zasługa niesamowitej pracowitości, filozofii „krok po kroku”, którą zaakceptowali piłkarze. Trzeba było być przy tym jednak niezwykle cierpliwym i zaufać Nawałce. Niemniej, jego przewaga nad poprzednikami polega przede wszystkim na niezwykłej wręcz klasie i formie kluczowych zawodników. Z drugiej strony – taki Smuda nie potrafił przełożyć sukcesów tria z Dortmundu na swoją reprezentację. Dlaczego tak się stało?

Nie sposób tutaj także nie wspomnieć o genialnej robocie, wykonanej przez ekipę „Łączy nas piłka”. Łukasz Wiśniowski wraz ze swoją kamerą towarzyszył zawodnikom od samego początku, aż do oblewania szampanem w szatni po meczu. Był w samym środku reprezentacji, dał nam możliwość poznania niemal każdego z reprezentantów, pokazywał jaka panuje atmosfera, dał nam możliwość polubienia tych ludzi, których znamy tylko z boiska albo pomeczowych wywiadów.

Dzięki niemu cała Polska zobaczyła, jaki z Wojtka Szczęsnego jajcarz, z Grzegorza Krychowiaka wyluzowany gość, z Roberta Lewandowskiego skromny i mocno stąpający po ziemi człowiek. Widzieliśmy jak przeżywał swoją stratę okupioną bramką na 2:1 w Szkocji Kamil Grosicki, widzieliśmy też jakim fajnym i zdystansowanym typem jest Jakub Wawrzyniak.

Widzieliśmy, jak w tej drużynie tworzyła się atmosfera, jak chłopaki traktowali siebie nawzajem, o czym rozmawiali, jak trenowali, jak się nabijali z siebie. Ekipa „Łączy nas piłka” opakowała tę reprezentację w niezwykle atrakcyjny papierek, marketingowo stworzyła ją, przybliżyła nam, kibicom. Dzięki tej – nazwijmy to po imieniu – socjotechnice, temu pijarowi, Polacy zidentyfikowali się ze swoimi piłkarzami, polubili ich, wręcz się zapatrzyli. A wystarczyło tak niewiele.

beznazwy

Wystarczyło, żeby wziął to wszystko w garść Zbigniew Boniek. Prezes PZPN, o czym chyba nie zdaje sobie sprawy większość, wykonał kawał absolutnie fenomenalnej roboty. Nie przesadzę, jeśli powiem, że jest dwunastym zawodnikiem tej kadry. Gdzieś tam zawsze z boku, w kącie, mimochodem, przy okazji – ale zawsze jest. Zawsze jest w szatni, zawsze pojawi się na boisku po meczu, zawsze jest przy Nawałce, przy Robercie Lewandowskim. Zawsze jest na treningu, zawsze jest na stadionie. Zbigniew Boniek to ojciec tej reprezentacji, najważniejsza postać naszej piłki i człowiek, który miał pomysł i wiedział jak go zrealizować.

Boniek podłożył bowiem fundamenty, dał możliwość zarówno selekcjonerowi, jak i piłkarzom, by podnieśli się z kolan i dźwignęli polską futbolową rzeczywistość. To on stworzył cały system, to on odpowiada za hasło #łączynaspiłka, to on wymyślił, jak ta drużyna ma funkcjonować i jak ma być odbierana. Steruje tym wszystkim trochę z cienia, trochę schowany, trochę mimochodem.

13c9dadbb62e5a335fd3d8da355319b0

Stanowi niesamowite wsparcie dla Nawałki i dla piłkarzy. Broni ich i usprawiedliwia po każdej porażce, ale też tonuje nastroje i przestrzega przed nadmierną euforią po sukcesach. Wyznaje zasadę „małymi krokami do celu”, jasno nakreśla plan i dąży do jego zrealizowania. Wykonuje niezwykłą robotę, co niewielu docenia.

Tworzy atmosferę, klimat wokół tej naszej piłki. Dzięki niemu wydaje się, że dążymy bardzo wielkimi krokami do normalności. Sukces tych Eliminacji jest wielkim sukcesem prezesa Bońka i o tym nie wolno zapomnieć. Rządzi on polską piłką w kapitalny sposób, jest przy tym gościem przez wielkie G, a #łączynaspiłka jest w tej chwili hasłem tej reprezentacji, jej tytułem, jej nazwą.

I wreszcie ostatni element, który wpłynął na tę olbrzymią euforię. Mam przy tym wrażenie, że ludzie jeszcze nie do końca są świadomi, nie wiedzą ile znaczy, co stanowi.

Sun-Media-Stadion-Narodowy-Warszawa_fotPiotrPiatek

Wielka, spektakularna, monumentalna, obłędna Świątynia Polskiego Futbolu. Stadion Narodowy. Perła, serce i symbol sukcesów naszej reprezentacji. To tutaj pokonaliśmy Niemców, to tutaj awansowaliśmy na EURO 2016.

Trochę pompatycznie, ale nie czepiajcie się mnie. Płakałem na tym stadionie ze szczęścia, jak zresztą kilkadziesiąt tysięcy kopniętych, jak ja, typów. Wspaniały, nowoczesny stadion, na którym mecze o punkty rozgrywa nasza reprezentacja. Obiekt należący do najnowocześniejszych i zarazem najpiękniejszych na świecie. Obiekt, który swoją mocą napędza naszych reprezentantów, daje im siłę i niesie ku sukcesom.

Coś, co jest niezbędne dla naszej piłki. Element fundamentalny, żeby to wszystko zatrybiło i funkcjonowało. Wielu z was nie zdaje sobie sprawy, jaką moc ma ten stadion. Co znaczy zobaczyć ten pulsujący obiekt, oświetloną płytę boiska zaraz po wejściu, usłyszeć ryk publiczności, hymn narodowy, eksplodować po golu, wreszcie krzyczeć wniebogłosy „dziękujemy”. Stadion Narodowy to przyjazd do stolicy, to spotkanie z kibicami z całej Polski, to przejście przez Most Poniatowskiego, przez Wisłę, to wspólne szaleństwo i śpiewanie podczas zwycięskiego pochodu przez ów most. To coś, co każdy nasz kibic musi przeżyć i to coś, co Polacy wreszcie przeżyli! Doświadczyliśmy tego, darliśmy mordy i cieszyliśmy się z futbolowego sukcesu, dotychczas oglądanego przez nas w telewizji, zarezerwowanego dla innych europejskich nacji.

Jezu, jak ten stadion chodził, gdy w meczu z Irlandią przy piłce znajdował się Lewy. Pulsujący Narodowy, który trząsł się w posadach jakby miał zaraz eksplodować i 57 tys. ludzi z szaleństwem w oczach, wrzeszczących ile sił w płucach, jakby zaraz mieli pożreć tych piłkarzy. Coś nieprawdopodobnego.

Taki stadion to kluczowy element futbolowej tożsamości i kultury, to miejsce w którym stajemy się kibicami reprezentacji Polski. To miejsce, w którym naród oszalał – to miejsce, w którym awansowaliśmy na EURO 2016.

fc76b80084cf2fab7a25e0dd3e08efb2

*******************************************************

W tych Eliminacjach widzieliśmy reprezentację walczącą, zdeterminowaną, pełną wiary w siebie. Momentami bezczelną, jak w meczu we Frankfurcie. Momentami bezradną, jak w drugiej połowie na Hampden – ale wtedy niósł ją Kręgosłup. Klasową i bezlitosną, jak z Gibraltarczykami i Gruzinami.

Nie uważam, że mieliśmy obowiązek wygrać ze Szkotami i Irlandczykami. To są naprawdę silne zespoły, które zawsze sprawiają problemy, nawet najlepszym reprezentacjom. Irlandia może ma słabszy okres, ale Szkocja grała naprawdę fajne eliminacje. A już mecz na Hampden to był pocisk. Niesamowita atmosfera, te bramki strzelone przez Ritchie’go i Fletchera zostały przez publiczność wykrzyczane. To cud, że udało nam się wyrównać.

Niemcy byli zaskakująco słabi. Przegrali z nami, przegrali z Irlandczykami, dali sobie wpakować worek bramek w tych eliminacjach. A w ostatnim meczu skompromitowali się kompletnie, męcząc się z radosną ekipą Gruzinów.

Radosną i niepoważną, rozgromioną przez nas dwukrotnie. A jednak potrafiącą wygrać ze Szkotami. Świadczy to według mnie o klasie naszego zespołu, który jako jedyny w Europie potrafił w tak spektakularny sposób roznieść ogórków ze swojej grupy eliminacyjnej.

A Gibraltarowi gratulujemy bardzo ładnej bramki strzelonej na Narodowym.

Jeśli chodzi o naszych:

– wybronił nam mecz z Niemcami Szczęsny, niezwykle pewny w swoich interwencjach był Fabiański;

– zaskoczył i zachwycił wszystkich bezkompromisowy Pazdan, nie zawiódł pewny Szukała (dla którego raczej zabraknie miejsca na EURO);

– zagrał na nosie wszystkim Wawrzyniak, bardzo pewny i skoncentrowany;

– pokazał się i zadziwił Rybus, skreślany przez wszystkich i kompletnie nieprzydatny na lewym skrzydle, gra naprawdę świetnie na lewej obronie;

– nie zawiódł odradzający się Piszczek, absolutnie fenomenalny i kluczowy w ostatnim meczu z Irlandczykami;

– odkryciem Eliminacji dla nas został Mączyński, świetnie współpracujący zarówno z Krychowiakiem, jak i z Lewandowskim;

– dużo dawał tej drużynie waleczny Jodłowiec;

– swoją cegiełkę dołożył również Mila, który miał swoje trzy minuty;

– z wielkimi nadziejami patrzymy na Linettego i Zielińskiego, którzy mogą stanowić o sile tej reprezentacji na EURO;

– bardzo ważną postacią tej ekipy stał się Grosicki. Nieobliczalny i niebezpieczny, ale zawsze dający z siebie 110%.

– nawet Peszko strzelił szalenie ważnego gola;

– na pewno budowany będzie w tej reprezentacji Olkowski, który pewnego dnia zastąpi Piszczka;

– wrócił Kuba, po tych wszystkich zawirowaniach – sportowych i pozasportowych – miał swój wielki wkład w sukces. Pamiętnym obrazkiem będzie asysta na głowę Lewego w meczu z Gruzją, a potem „pojednanie” z Robertem. Na przekór wszystkim, którzy rozsiewali smród wokół tej reprezentacji;

– no i Arek. AREK MILIK AREEEEK!!! Tak krzyczałem do godzin porannych po meczu z Niemcami, skacząc gdzieś pijany razem z innymi wariatami w centrum Warszawy. Wielkie odkrycie Eliminacji, najlepszy asystent, prawa ręka Roberta Lewandowskiego. Numer 4 tej drużyny, nieodłączny już teraz element Kręgosłupa. Jakże wielkie były zmartwienia, gdy kontuzja wykluczyła go z ostatecznego starcia z Irlandczykami.

Piłkarz, który dał oddech Lewandowskiemu. Piłkarz, który połączył linię pomocy z linią ataku. Piłkarz, który jest kandydatem na napastnika formatu Europejskiego, niezwykle utalentowany, mający przy tym szczęście grać w jednej ekipie z takim zawodnikiem, jak Lewandowski.

Milik, co ważne w każdym meczu jest lepszy. Rozwija się niesamowicie. Tak, jak zaczął dość niemrawo swoją współpracę z Lewym – tak, jak ją rozwinął w trakcje eliminacji – tak może wprowadzić ją na poziom spektakularny podczas EURO 2016. To może być jeden z najlepszych i najciekawszych duetów napastników na tym turnieju!

65d567330e4ca4ea12c3d9b8e9b64897

*******************************************************

Udało się to, co miało się udać. Udało się to, co obiecali nam Robert Lewandowski, Grzegorz Krychowiak i Kamil Glik. Obiecali to nie słowami, tylko swoją grą, tymi meczami które oglądaliśmy w TV. Przecieraliśmy oczy ze zdumienia, gdy Lewy walił pięć bramek w dziewięć minut, gdy Krycha strzelał bramkę w finale Ligi Europy, gdy Glik zwyciężał nad Juventusem w lidze. Oni po prostu byli nam to winni. I dlatego też jesteśmy w euforii, cieszymy się, zachwycamy – bo my w nich uwierzyliśmy, a oni dotrzymali słowa i pokazali, że są w stanie zwyciężać, potwierdzili że należą do najlepszych w Europie. I że pójdą dla swoich kibiców w ogień.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: