Kopnięci

O futbolu na luźno i poważnie. Informacje, opinie, brameczki, interwencje. Co oglądać, co pomijać. Wszystko co powinieneś wiedzieć o futbolu, ale wstydzisz się zapytać. Wszystko co potrzebujesz wiedzieć o futbolu, a nie chce ci się szukać. Wszystko co chcesz wiedzieć o futbolu, choć jeszcze o tym nie wiesz.

Szklany Arsenal – jak kontuzje rujnują Kanonierów

Jack Wilshere

Co ciekawego może być w tabelach, które przedstawiają liczbę kontuzji w zespole? Pozornie nic, ale przy odbrobinie dobrej chęci można powiedzieć, że przynajmniej w tej kwestii Arsenal co roku zdecydowanie zdobywa mistrzostwo Anglii.

W tym momencie Kanonierzy są na trzecim miejscu, na czele wspomnianej tabeli znajduje się Newcastle, na drugim Manchester United. Faworyt do końcowej wygranej jest jednak tylko jeden.

Od lat scenariusz dla tego zespołu w Premier League jest niemal identyczny – wielkie ambicje, wielkie zapowiedzi i koniec końców rozczarowanie, kiedy okazuje się, że nie są w stanie nawiązać walki o tytuł. W pewnym momencie po prostu zaczyna się tradycyjne ześlizgiwanie się w niepowodzenie.

Arsenal wiele razy pokazywał, że jeśli jest w formie i może wystawić pełny skład, to w Premier League nie ma zespołu poza jego zasięgiem. Ale termin „pełny skład” z tą drużyną po prostu się nie łączy.

W meczu Capital One Cupu z Sheffield Wednesday urazów doznali Alex Oxlade-Chamberlain i Theo Walcott. W starciu z Bayernem na miesiąc wypadł Aaron Ramsey, który zaczął już treningi z zespołem i ma być gotowy na Ligę Mistrzów. Po raz kolejny miał problem ze ścięgnem udowym. Tym samym, przez które w gabinetach lekarzy i fizjoterapeutów w ubiegłym sezonie spędził 11 tygodni.

W sobotnim meczu z WBA z gry wypadł Coquelin, który nie zagra do końca roku i Arteta (trudno powiedzieć, czy ktoś go żałuje po tym, jak załadował samobója).

Jeszcze przy okazji pierwszego meczu z Bayernem w Wengera i sztab szkoleniowy uderzył niejaki Raymond Verheijen.

W Arsenalu jest sześciu lub siedmiu piłkarzy, którzy co sezon są kontuzjowani przez długie tygodnie albo miesiące. To pokazuje, że w Arsenalu coś jest nie w porządku i ma to związek z przetrenowaniem zawodników. Ich ciała po prostu nie wytrzymują – powiedział były asystent selekcjonerów Walii i Holandii, specjalista od przygotowania fizycznego, który pracował w kilku angielskich klubach (m.in. Chelsea i Manchester City) i wiele razy krytykował je za metody treningowe. Rozeszło się szybko.

Także na odpowiedź Wengera nie trzeba było długo czekać.

Ten facet wygląda, jakby wiedział absolutnie wszystko. Jestem zdumiony, że wie więcej od naszych ludzi od przygotowania fizycznego i lekarzy. Wierzę w swój sztab i w naszych lekarzy. Musimy analizować każdy przypadek, ale uważam też, że nie powinniście przesadzać z interpretowaniem tego, że jakiś piłkarz jest kontuzjowany. Urazy są częścią piłki nożnej – mówił Franzuz dziennikarzom.

[można też napisać w skrócie – jest kontuzjowany, to jest kontuzjowany]

Do tego, że rzadko grają Tomas Rosicky, Mikel Arteta i Jack Wilshere, fani Arsenalu przyzwyczaili się już dawno. Można gdybać, jak potoczyłaby się kariera Czecha, gdyby nie był tak „szklanym zawodnikiem” – przychodząc do Arsenalu z Borussii Dortmund był jednym z najbardziej obiecujących pomocników w Europie, materiałem na rozgrywającego światowej klasy. Przez 10 lat zagrał dla „Kanonierów” niecałe 250 meczów (w Borussii – 189 przez 5 sezonów). Frank Lampard przez 13 lat w Chelsea zanotował niespełna 450. Widać różnicę? W przypadku Wilshere’a zapowiada się na to, że bliżej mu do Czecha niż do byłego piłkarza The Blues.

Kwestią czasu jest, kiedy urazy odbiją się na wynikach, szczególnie przy tej ilości rozgrywanych meczów. I szczególnie w przypadku zawodników, którzy mogą zrobić różnicę. Takich jak na przykład Ramsey.

Wprowadziliśmy wiele zmian do naszych metod treningowych, nie wiemy, dlaczego Ramseyowi znów przytrafił się uraz – to zdanie po ostatniej wygranej z Bayernem.

A to Wenger z 2009 roku.

Przytrafia nam się więcej kontuzji niż innym czołowym zespołom, to prawda. Nie można powiedzieć, że dzieje się tak bez powodu, ale jeszcze nie znaleźliśmy na to odpowiedzi. To nasz najgorszy sezon, jeśli chodzi o kontuzje.

Raczej trudno podejrzewać, że menedżer machnąłby ramionami i stwierdził, że po prostu ma pechową drużynę. W jego wypowiedziach często jednak była mowa o pechu, czasami o meczach reprezentacji. Ale jeśli zmiany rzeczywiście były wprowadzane, to najwyraźniej coś wciąż nie gra.

Statystyki z sezonów 2008/09 – 2013/14, które opracowywał portal cuteinjury.com (swoją drogą świetna nazwa) pokazują, że żadna inna drużyna nie może mówić o podobnej sytuacji, co Kanonierzy. Gdyby chodziło o jeden sezon, można by dać spokój. Ale pięć?

Liczba kontuzji w tym czasie? 194, co daje średnio prawie 40 na sezon, czyli po prostu jedną na mecz. I ciekawostka – 50% wszystkich urazów dotyczyło pomocników.

Łączny czas stracony przez wszystkich zawodników przez kontuzje? 362 miesiące. Albo całe życie Mathieu Flaminiego, jak obrazowo pokazywał w swojej analizie portal. Tak, są to to dane sprzed roku, ale w kwestii Kanonierów nie zmieniło się praktycznie nic. I właście teraz wchodzą w okres, kiedy urazów było najwięcej.

Portal PhysioRoom podaje z kolei, że od sezonu 2004/2005 (czyli rok po wiecznie żywym dla kibiców sezonie „Niezwyciężonych”, kiedy zespół nie przegrał w lidze choćby jednego meczu) Wenger musiał radzić sobie średnio z 75 kontuzjami rocznie. Rezultat drugiej najgorszej drużyny w ich zestawieniu to 64.

Wystarczy spojrzeć na Abou Diaby’ego, który był uznawany za bardzo utalentowanego pomocnika. Był, bo w kolejnych latach w Londynie trudno było zobaczyć go w akcji. W ciągu prawie 10 lat w klubie zagrał 180 meczów. Gdyby liczyć czas, który spędził na leczeniu urazów, wyszłyby 3 lata. Albo policzyć, ile meczów opuścił w Arsenalu Cesc Fabregas. Hiszpan nigdy potem nie miał takich problemów, ani w Barcelonie, ani w Chelsea. Van Persie? Wydawało się, że wyjście z psem może skończyć się miesiącem pauzy.

Można zrobić analizy dotyczące tego, ile czasu stracili średnio zawodnicy, jakie kontuzje nagminnie ich dotykały i kiedy się to działo. Nie da się jednak w żaden sposób określić, jak przełożyłaby się na wyniki zespołów sytuacja, w której Wenger częściej miałby do dyspozycji taki skład, jaki chciałby wystawiać, a nie taki, w którym mogą grać ci, którzy akurat są zdrowi.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: