Kopnięci

O futbolu na luźno i poważnie. Informacje, opinie, brameczki, interwencje. Co oglądać, co pomijać. Wszystko co powinieneś wiedzieć o futbolu, ale wstydzisz się zapytać. Wszystko co potrzebujesz wiedzieć o futbolu, a nie chce ci się szukać. Wszystko co chcesz wiedzieć o futbolu, choć jeszcze o tym nie wiesz.

Wielcy piłkarze, marni trenerzy. Zdarzało się i tak.

Marco-van-Basten-014.jpg

Gdyby świetni zawodnicy zawsze byli rewelacyjnymi trenerami, nie obawialibyśmy się o to, jak Zinedine Zidane poradzi sobie w roli następcy Rafy Beniteza. Poprzeczka po odprawionym Hiszpanie jest zawieszona dość nisko jak na Real Madryt, ale w tym przypadku niczego nie można przesądzać.

Wielcy gracze w rolach szkoleniowców już kilkukrotnie zawodzili w sposób naprawdę spektakularny. Oto kilka przykładów na to, jak poszarpać swoją boiskową opinię braniem się za coś, do czego niekoniecznie jest się stworzonym.

Christo Stoiczkow

pa-12406521_1.jpg

Bułgarski piłkarz wszech czasów czarował w Barcelonie przez 5 sezonów. Dlaczego odszedł z „Dumy Katalonii”? Konflikt – to słowo klucz do tego, żeby zrozumieć przyczynę większości jego problemów. Publicznie skrytykował prowadzącego wówczas zespół Johana Cruyffa, ale do Barcelony wrócił. Tyle, że podczas swojego drugiego pobytu pokłócił się z Louisem van Gaalem (to akurat nie dziwi). Potem był krótki powrót do Bułgarii, Arabia Saudyjska, Japonia i USA. Dorabianie na peryferiach.

Pierwszy poważny trenerski test zaliczył w reprezentacji Bułgarii. Swoje poglądy wyjaśnił od razu, twierdząc, że „nie wierzy w taktykę”. Coś takiego musi budzić zaufanie. To prawie tak, jakby chirurg przed operacją zdradził ci, że nie wierzy w bakterie.

Stoiczkowowi wystarczyły niecałe dwa miesiące, by uderzyć w prezydenta UEFA Lennarta Johanssona, oskarżając go o manipulowanie wynikami spotkań. Potem doszło do spięć z zawodnikami. Zrezygnował z kadry, bo dostał ofertę prowadzenia Celty Vigo. Miał ratować ekstraklasę, ale nie udało się – może taktyka miała z tym jakiś związek. Po 7. kolejkach w Segunda Division zatęsknił za rodziną i zrezygnował z pracy.

W 2009 roku  podjął pracę w Memelodi Sundowns z RPA. Na tym właściwie można skończyć, a jeśli ktoś koniecznie chce wiedzieć, to potem był Liteks Łowecz i CSKA Sofia.

Ruud Gullit

beznazwy.png

Zapowiadało się obiecująco. Debiutancki sezon na ławce trenerskiej Chelsea przyniósł pierwsze od 26 lat trofeum, do tego przyzwoite, szóste miejsce w Premier League.

W kolejnych rozgrywkach zespół był na drugim miejscu Anglii i pozostawał w walce o Puchar Zdobywców Pucharów. Wtedy Holender miał wpaść na pomysł, by dyskutować z zarządem o pieniądzach – stąd tak oczywisty powód zwolnienia jak „nieporozumienia finansowe”.

Przygarnęło go Newcastle, ale szybko podpadł kibicom – Sroki grały beznadziejnie w Premier League, poniosły też klęskę w finale FA Cup. Tuż po starcie nowego sezonu Gullit był już na walizkach. Miał problemy z Alanem Shearerem i kapitanem drużyny Robertem Lee. Jego los przypieczętowały derby z Sunderlandem, przegrane na własne życzenie. Średnia punktów na mecz? Niecałe 1,1.

Co było dalej? Powrót do Holandii, brak wyników w Feyenoordzie i wyjazd do LA Galaxy. Następnie ciekawa podróż do Tereka Grozny i słowa Chcę wierzyć w to, że przyjechałem tu, by dać ludziom radość dzięki piłce. I nie ukrywam, że Terek dużo mi za to płaci – na pewno kupił kibiców.

Dał radę niecałe pół roku.W tym czasie wygrał 3 z 13 spotkań. W ubiegłym roku pojawiły się plotki, że obejmie posadę trenera Mumbai City. Ubiegł go Nicolas Anelka.

Bryan Robson

Bryan-Robson-011.jpg

Najdłużej panujący kapitan na Old Trafford. 12 lat rządził i dzielił szatnią Manchesteru United. I sam pewnie chciałby, żeby kibice pamiętali tylko ten okres z jego kariery klubowej i reprezentacyjnej.

Niestety, po przejściu do Middlesbrough chciał sprawdzić się w roli grającego menedżera zespołu, potem został szkoleniowcem już na pełny etat. Spadł z Premier League, następnie wrócił. Zespół pod jego wodzą był jednak do bólu przeciętny. W 2000 roku władze zdecydowały, że czas się pożegnać. Najgorsze miało jednak dopiero przyjść – w Bradford City, West Bromie czy Sheffield United poniósł kompletne porażki.

Kropkę nad „i” postawił jednak dopiero w 2009 roku, kiedy postanowił poprowadzić reprezentację. Nie, nie reprezentację Anglii ale udało mu się przytulić posadę selekcjonera Tajlandii. Po niecałych dwóch latach i 7 spotkaniach zrezygnował i wrócił do Manchesteru, by zostać oficjalnym ambasadorem klubu. Można było zrobić tak od razu, ale umówmy się – może Tajlandia była atrakcyjnym kierunkiem przedłużonych wakacji. Jeśli porównamy ją do Bradford czy Sheffield, coś może być na rzeczy.

Lothar Matthaeus

matthaeus_gi.jpg

Tytułami, które zdobył Niemiec jako piłkarz, można by obdzielić kilku zawodników. Jako trener może zapisać na swoim koncie mistrzostwo Serbii z Partizanem i awans z tym klubem do Ligi Mistrzów, co dla Serbii było historycznym wydarzeniem. Trzeba jednak zauważyć, że dostał zespół po Ljubisy Tumbakoviciu, który przez dekadę mocno wzbogacił klubową gablotę pucharów.

Powodów do niepokoju dostarczał na długo przed startem kariery trenera. Gdyby oceniać go przez tylko pryzmat gry, Niemcy by go kochali. Poza grą musiał jednak na przykład udzielać wywiadów, walczyć o pieniądze i szukać sobie kolejnych arcywrogów. Kiedy jeszcze przed Serbią został szybko odpalony z Rapidu Wiedeń, okazało się, że wszystkim spadł kamień z serca.

To największy idiota, jakiego widziałem. Nawet sprzątaczce ulżyło, że go nie ma – miał podsumować bramkarz Ladislav Maier.

Z Partizana odszedł z powodów osobistych, ale później rozpoczął się sądowy bój o pieniądze. Znając realia panujące na Bałkanach, trudno wykluczyć jakąkolwiek wersję. Po pobycie w Belgradzie był selekcjonerem reprezentacji Węgier, chociaż traktował to chyba tylko jako okazję do rozglądania się za ciekawszą robotą. Znalazł ją w Atletico Paranense, ale wytrzymał tam sześć tygodni. Potem wrócił do Niemiec i zrezygnował z Brazylii. W dobrym stylu – informując o tym faksem.

Następnie razem z Giovannim Trapattonim doprowadził Red Bull Salzburg do pierwszego w historii mistrzostwa, ale po sezonie został zwolniony z powodu kilku mało fortunnych stwierdzeń w prasie. Włoch pozostał w klubie.

Na koniec Maccabi Netanya i kadra Bułgarii. Bez sukcesów.

Marzył o pracy w Niemczech, ale przez swoją toksyczną osobowość na marzeniach się skończyło. Każdy klub, który by go zatrudnił, mógł szykować się na bojkot ze strony kibiców.

Diego Maradona

Maradona_supports_Palestine.jpg

Absolutny szczyt. Dla Argentyńczków Maradona nie był idolem, gwiazdą. Był ich bogiem, który jednak pokazywał swoją ludzką stronę trochę zbyt często. Ale Diego wybaczało się wszystko. W roli trenera reprezentacji nie było inaczej.

„Szlify” zebrał w dwóch argentyńskich klubach jeszcze w połowie lat dziewięćdziesiątych – Deportivo Corrientes i Racing Club de Avellaneda. W żadnym z nich nie odniósł sukcesu i mogło wydawać się, że skończy z trenerką.

W 2008 roku został selekcjonerem reprezentacji Argentyny. Po mocno średnich kwalifikacjach zespół wywalczył awans na mistrzostwa świata w RPA. Tam jednak nastąpił prawdziwy test możliwości Maradony jako trenera, bo trudno uwierzyć, że piłkarsko Argentyna była o kilka klas słabsza od rywala. Brutalne 0:4 z Niemcami w ćwierćfinale i powrót do domu.

To była kolejna rzecz w jego życiu, którą mógł odpuścić. Porażkę osłodził sobie pracą w Zjednoczonych Emiratach Arabskich (Al-Wasl Dubaj). Obecnie jest zatrudniony w Deportivo Riestra jako „spiritual coach”. Dużo szczęścia temu, kto potrafiłby wyjaśnić, na czym taka robota polega, ale brzmi kusząco.

Marco van Basten

image-115078

Kariera przerwana zbyt wcześnie, ale i tak Holender zostawił po sobie kapitalny dorobek, a jego bramki można oglądać raz za razem. Zawodnik kochany i słusznie darzony wielkim szacunkiem. Jego osiągnięcia jako szkoleniowca jednak nie wyglądają już tak różowo.

Zaczynał od pracy z młodzieżą Ajaksu Amsterdam, w 2004 roku przejął reprezentację Holandii, co było o tyle głośne, co zaskakujące. Tak samo jak pierwsze ruchy, które podjął po objęciu rządów.

Stara gwardia musiała odejść – van Basten zamknął drzwi m.in. przed Clarencem Seedorfem, Patrickiem Kluivertem czy Edgarem Davidsem, a z kadry na własne życzenie zrezygnowali Jaap Staam i Frank de Boer. Na papierze ten zespół wyglądał świetnie (przynajmniej w ofensywie), szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę, jakie kariery zrobili ci, którym szansę dał van Basten. Czegoś jednak zabrakło, zarówno na mundialu w 2006 roku (porażka w 1/8 finału z Portugalią), jak i na Euro w 2008 roku (po rewelacyjnej fazie grupowej przegrana w ćwierćfinale z Rosją po dogrywce).

Niedługo po tym turnieju van Basten zrezygnował, by objąć Ajax Amsterdam. Nie zdobył tytułu w Eredivisie, nie zakwalifikował się do Ligi Mistrzów. Odszedł, rękę wyciągnęło do niego Heerenveen, tam jednak także nie udało mu się nic ugrać. Spróbował swoich sił w AZ Alkmaar, ale musiał szybko zakończyć pracę ze względów zdrowotnych, zadowalając się na jakiś czas rolą asystenta.

W 2015 roku wrócił do reprezentacji, gdzie pomaga Danny’emu Blindowi.

Filippo Inzaghi

filippoinzaghi-cropped_1lax7sui3n3nz1we1kbt1cjgc1.jpg

Czy Inzaghi był wielkim piłkarzem? To sprawa dyskusyjna, ale na pewno miał kilka bezcennych dla napastnika umiejętności – to one zafundowały mu karierę, na którą z zazdrością mogą popatrzeć dużo lepsi piłkarsko zawodnicy.

Przykład Inzaghiego przywołujemy tu dlatego, że podobnie jak Zidane, cieszył się wielkim szacunkiem kibiców Milanu. W 11 lat zagrał dla niego 300 meczów, zaliczył 126 trafien. Po zawieszeniu butów na kołku pozostał w klubie, zajmując się drużynami młodzieżowymi. Swoją szansę dostał w sezonie 2014/15, przejmując zresztą zespół z rąk Clarence’a Seedorfa, którego podania jeszcze nie tak dawno wykańczał na boisku. Tym razem kolega podrzucił mu jednak odbezpieczony granat.

Żaden z nich nie spełnił oczekiwań władz klubu, choć to Inzaghi miał gorszą średnią punktów zdobytych na mecz niż Holender. Obaj już na początku musieli wcielić się w rolę tych, którzy pomogą w powrocie na szczyt bardzo ważnemu dla nich zespołu. Mieszanka wielkich oczekiwań, presji i małego doświadczenia okazała się zabójcza. Po takim początku będą jeszcze chcieli iść w stronę kolejnych trenerskich wyzwań? Na ich miejscu mocno byśmy się zastanowili.

Reklamy

One response to “Wielcy piłkarze, marni trenerzy. Zdarzało się i tak.

  1. PiŻ 10 stycznia 2016 o 21:57

    Inzaghi zagrał dla Milanu 300 meczów i strzelił 126 bramek!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: